Obudziłem się w skrzydle szpitalnym, na łóżku obok leżał prawdopodobnie Harry. Nie widziałem go, kotary były zasłonięte.... oh fuck... to nie wróży nic dobrego. Szybko zacząłem przeszukiwać umysł w poszukiwaniu więzi... nic... nic... O! Jest, czyli żyje. Jednak zasłony wciąż są dla mnie dość niepokojącym i niepożądanym obiektem.
Spróbowałem się podnieść, gdy zorientowałem się, że nie czuję własnych kończyn (jeśli coś stało się z moimi idealnymi nogami lub umięśnionymi ramionami to Severus zapłaci, słono).
Okay, wraca mi czucie więc czas na małą podróż do łóżka Hazzy (znalazłem to zdrobnienie w fanfiction...wbrew pozorom One Direction to czarodziejski zespół). Wstałem sprawdzając uprzednio czy nikt na mnie nie patrzy, a co najważniejsze czy nikogo nie ma w pomieszczeniu. Spojrzałem na ogromne okno wychodzące na Błonia i zdałem sobie sprawę, że musi być coś koło północy. Szybkie spojrzenie na zegar potwierdziło moje przypuszczenia.
Poczłapałem w kierunku łóżka ukochanego i drżącymi rękami odsunąłem materiał. Był nieprzytomny. Górną część piżamy miał zdjętą, a połowę jego umięśnionego brzucha zakrywał lekko zaróżowiony bandaż. Krew. Usiadłem na krawędzi jego posłania i złożyłem czuły pocałunek na jego skroni, zanim ułożyłem się delikatnie obok.
Nagle poczułem wielką ochotę opowiedzieć mu o swoim życiu, które zamiast być idealnym było chujowe. Coś kazało mi to zrobić, ta sama moc, która pomogła mi zabić demona... Ten argument przeważył. Zacząłem więc opowieść.
- Hej, Harry, Hazz... mogę tak mówić, prawda? Wiesz jak wyglądało wychowanie dzieci w starożytnej Sparcie? Dobra, wiem głupie pytanie... pewnie wiesz, pewnie musiałeś się tego uczyć w mugolskiej szkole. Wracając... Ja... Ja chciałbym opowiedzieć Ci coś bardzo ważnego, po prostu myślę, że tak trzeba i... i oto właśnie moja historia... Przez pierwsze lata życia mieszkałem z matką, ona dawała mi miłość, pokazywała różnice między dobrem i złem... w tamtym okresie ojca widziałem może kilka razy w ciągu roku, ale on nagle pojawił się kilka dni po moich 7 urodzinach i wtedy... - zatrzymałem się na chwilę przypominając sobie tamten straszny dzień i ku mojemu zdziwieniu palec Harry'ego poruszył się... czyli moje gadanie coś daje. - wtedy on uderzył mnie pierwszy raz, matce powiedział tu cytat: " Miałaś swój czas, teraz moja kolej! Spierdalaj!". Bałem się, miałem siedem i byłem przyzwyczajony do dobrego traktowania. Dopóki nie poszedłem do Hogwartu to znaczy przez cztery lata miałem wpajane, że Czarny Pan jest dobry, że czystość krwi jest ważna, że wszystko można załatwić kasą albo przemocą. Każdej z tych zasad byłem uczony w iście spartańskich warunkach. Ojciec mnie bił i poniżał przy każdej okazji. Po moim pierwszym roku to się uspokoiło. Jest to zasługa Severusa, wiesz?
Ledwo skończyłem i już miałem zacząć ocierać łzy, które mimo wszystko wpływały z moich oczu, gdy poczułem ciepłą dłoń na policzku... Harry...
- Teraz już wiem - odpowiedział słabym i cichym szeptem.
- O Merlinie! Ty żyjesz... Ja... - rozpłakałem się bardziej ostrożnie go przytulając. - Kochanie, proszę, nie opuszczaj mnie... - błagałem, a w międzyczasie zaciągałem się jego zapachem.
- Dobrze, spokojnie. Draco?
- Tak?
- Ja też chciałbym opowiedzieć Ci moją historię... i odpowiadając na pytanie: Tak, słyszałem wszystko, ale Kotku teraz już jest dobrze mamy siebie, tak?
- Tak mamy siebie - potwierdziłem. - Chciałbym usłyszeć twoją historię, ale jesteś jeszcze słaby, może spróbuj mi to przekazać więzią? - zapytałem.
- Hej, Harry, Hazz... mogę tak mówić, prawda? Wiesz jak wyglądało wychowanie dzieci w starożytnej Sparcie? Dobra, wiem głupie pytanie... pewnie wiesz, pewnie musiałeś się tego uczyć w mugolskiej szkole. Wracając... Ja... Ja chciałbym opowiedzieć Ci coś bardzo ważnego, po prostu myślę, że tak trzeba i... i oto właśnie moja historia... Przez pierwsze lata życia mieszkałem z matką, ona dawała mi miłość, pokazywała różnice między dobrem i złem... w tamtym okresie ojca widziałem może kilka razy w ciągu roku, ale on nagle pojawił się kilka dni po moich 7 urodzinach i wtedy... - zatrzymałem się na chwilę przypominając sobie tamten straszny dzień i ku mojemu zdziwieniu palec Harry'ego poruszył się... czyli moje gadanie coś daje. - wtedy on uderzył mnie pierwszy raz, matce powiedział tu cytat: " Miałaś swój czas, teraz moja kolej! Spierdalaj!". Bałem się, miałem siedem i byłem przyzwyczajony do dobrego traktowania. Dopóki nie poszedłem do Hogwartu to znaczy przez cztery lata miałem wpajane, że Czarny Pan jest dobry, że czystość krwi jest ważna, że wszystko można załatwić kasą albo przemocą. Każdej z tych zasad byłem uczony w iście spartańskich warunkach. Ojciec mnie bił i poniżał przy każdej okazji. Po moim pierwszym roku to się uspokoiło. Jest to zasługa Severusa, wiesz?
Ledwo skończyłem i już miałem zacząć ocierać łzy, które mimo wszystko wpływały z moich oczu, gdy poczułem ciepłą dłoń na policzku... Harry...
- Teraz już wiem - odpowiedział słabym i cichym szeptem.
- O Merlinie! Ty żyjesz... Ja... - rozpłakałem się bardziej ostrożnie go przytulając. - Kochanie, proszę, nie opuszczaj mnie... - błagałem, a w międzyczasie zaciągałem się jego zapachem.
- Dobrze, spokojnie. Draco?
- Tak?
- Ja też chciałbym opowiedzieć Ci moją historię... i odpowiadając na pytanie: Tak, słyszałem wszystko, ale Kotku teraz już jest dobrze mamy siebie, tak?
- Tak mamy siebie - potwierdziłem. - Chciałbym usłyszeć twoją historię, ale jesteś jeszcze słaby, może spróbuj mi to przekazać więzią? - zapytałem.
Poczułem, że zaczynam oglądać wspomnienia Harry'ego. Najpierw zielone światło i krzyk kobiety - Lily... następne to mały, może trzyletni chłopczyk w za dużych ubraniach stoi przy ogromnym piekarniku i coś gotuje, w tle słychać okrzyki, że ma się pospieszyć, bo inaczej popamięta... Tu wspomnienia się urywają. Znów widzę ciemne pomieszczenie. Słyszę szloch chłopaka obok i czuję jak wstrząsają nim dreszcze.
- Shhhh... Kochanie, Hazz jestem tu, jesteś bezpieczny.
- Shhhh... Kochanie, Hazz jestem tu, jesteś bezpieczny.
Powoli się uspokaja, po chwili słyszę jego miarowy oddech - zasnął. Nie wiem co jeszcze przeżywał u tych... tfu... mugoli... nie powinni tak traktować małego dziecka. Dowiem się, wcześniej lub później wszystkiego co mu zrobili. Sprawię, że przeproszą Harry'ego i będą błagać na kolanach o wybaczenie.
Mimo, że poznałem tylko niewielki fragment jego wspomnień to takie było jego życie, tak samo jak moje... nie mieliśmy na nic wpływu, ale to są właśnie nasze historie .
Broken boy meets broken boy.*
************
* zmieniony przeze mnie wers piosenki 5SoS "Safety pin"
************
Hej, hej, hej!
Rozdział krótki, bo pisany na telefonie, ale nie mogłam się powstrzymać przed napisaniem go. Za błędy bardzo przepraszam. Inspiracja to wyżej wymieniona piosenka.
Pozdro Jula xx
* zmieniony przeze mnie wers piosenki 5SoS "Safety pin"
************
Hej, hej, hej!
Rozdział krótki, bo pisany na telefonie, ale nie mogłam się powstrzymać przed napisaniem go. Za błędy bardzo przepraszam. Inspiracja to wyżej wymieniona piosenka.
Pozdro Jula xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz