środa, 20 stycznia 2016

Prompt #1 - Veritaserum

DeathLadyAsWriter :Drarry, parodia, humor - Harry i Draco podają Snape'owi Veritaserum.
A/N Pierwszy prompt. Yay!!! Mam nadzieję, że nie zawiodłam, a jeśli tak to bardzo przepraszam. Mam nadzieję, że wasza psychika to ogarnie... zaczyna się niewinnie ;)
*************
Halloween. Draco i Harry mimo swojego wieku postanowili pozbierać trochę cukierków. Draco dowiedział się o tej mugolskiej tradycji niedawno, ale wizja darmowych słodyczy sprawiła, iż nie zwracał uwagi na pochodzenie zwyczaju. O pomyśle wiedzieli tylko ich najbliżsi przyjaciele i zdecydowanie nie popierali tego pomysłu. "To nie przystoi dorosłym czarodziejom" - jak mawiała sama Hermiona, która (co logiczne) wychowywała się wśród tej tradycji. Jednak nawet najbardziej zdeterminowani znajomi nie zdołali ich przekonać
Punktualnie o 10 wieczorem Harry i Draco spotkali się przed Wielką Salą i trzymając się za ręce ruszyli na poszukiwania ludzi z cukierkami. Zaczęli od kuchni, do której wbiegli, krzycząc: "Cukierek, albo psikus!". Skrzaty najpierw w przerażeniu rozpierzchły się po kuchni chowając się do szafek z jedzeniem i pod stoły, ale już po chwili wychodziły zaciekawione dziwnym zachowaniem Złotego Chłopca i jego towarzysza. Z kuchni wyszli po paru minutach, obładowani cukierkami, a przecież był to dopiero początek ich wyprawy. Następnie ruszyli do dormitoriów poszczególnych domów. Draco był pod wrażeniem zbiorów z Hufflepuff'u ( nie był pewien skąd te ofermy mają aż tyle słodyczy). 
Jakoś 10 minut przed północą zauważyli na korytarzu Snape'a, to właśnie wtedy Ślizgon wpadł na pomysł. Pomysł tak niedorzeczny i niebezpieczny, iż Harry od razu się zgodził. Błyskawicznie wskoczyli pod pelerynę-niewidkę i bezszelestnie podkradli się do Księcia. Malfoy odliczył na palcach od trzech w dół i wraz z Gryfonem wyskoczyli na Severusa, krzycząc na zmianę: "Cukierek albo psiukus" oraz "Dawaj słodycze!". Profesor miał wrażenie, iż zaraz ogłuchnie, więc sprawnie uciszył nastolatków niewerbalnym Muffliato.  Następnie ustawił ich o]pod ścianą i rozpoczął przemówienie:
- Wy dwa barany! Co wam strzeliło do tych pustych łbów? Jesteście dorośli, a zachowujecie się gorzej niż rozpieszczone szlamy... Sądziłem, że... A nieważne... Obaj macie szlaban na każdą kolejną sobotę listopada z panem Filch'em - w tym momencie zdjął Muffliato i oddalił się do własnych komnat.
Kiedy Harry był już pewny, że znienawidzony Nietoperz go nie usłyszy - wybuchł:
- Kurwa! Draco to twoja wina! Tak bardzo cię nienawidzę!!! W sobotę mam mecz i jak ja teraz zagram? Nie odzywaj się do mnie i... i...
- Kotku, spokojnie już ja mam plan jak się zemścić... Nie dał cukierka to czas na psikusa... - powiedział Draco spokojnie ze swoim zniewalającym złowieszczym uśmiechem na ustach.
- Żeby ten plan był lepszy od tego poprzedniego - powiedział sceptycznie Harry.
Blondwłosy tylko objął go ramieniem i poprowadził ku Pokojowi Życzeń, aby omówić szczegóły planu wobec Severusa Snape'a. Przez całą drogę nie znikał z jego ust szelmowski uśmiech co nie wróżyło nic dobrego...
Poranek po Nocy Duchów w Wielkiej Sali zawsze wyglądał tak samo: a) większość uczniów starszych roczników miała kaca; b) młodsze roczniki po cichu naśmiewały się z nich; c) nauczyciele z przebiegłymi uśmieszkami planowali jakby tu utrudnić życie tym pierwszym... Tylko dwóch siódmorocznych wydawało się zadowolonych z nadchodzących lekcji, Harry Potter oraz Draco Malfoy. Już nie mogli doczekać się podwójnych eliksirów pod koniec dnia i nawet lekcja transmutacji zaraz po śniadaniu nie mogła im popsuć humoru. Zajęcia do obiadu minęły spokojnie, a tuż przed nim udało się przekupić Zgredka, aby wlał "soku" do napoju profesora Snape'a zanim pojawi się on na stole. W rzeczywistości było to Veritaserum o opóźnionym działaniu...
***
Po obiedzie Gryfoni i Ślizgoni z siódmej klasy jak najszybciej udali się pod klasę Mistrza Eliksirów (nie chcąc się narażać na jego gniew, oczywiście, bo serio większość to przedmiot ma w dupie...). Drzwi do klasy otworzyły się i stanął w nich sam Postrach Lochów we własnej osobie. Uczniowie weszli do sali i wszystko przebiegało według zwyczajowych standardów (na tablicy składniki i przepis, a Nietoperz lata po klasie i straszy). Jednak nagle stało się coś niespodziewanego profesor przystanął, a jego oczy zaszły mgłą. Draco zorientował się szybciej w sytuacji i tonem nieznoszącym sprzeciwu oznajmił klasie, że zajmie się nauczycielem i odprowadzi go do komnat, ponieważ "prawdopodobnie się przeziębił". Uczniowie zadowoleni z odwołania lekcji wręcz wybiegli z lochów ku swoim sprawom... Co dziwne Snape się nie sprzeciwiał (może jakiś bonus w eliksirze?...).
Właśnie na taki obrót spraw czekał blondyn wraz z brunetem. Wzięli go do Pokoju Życzeń (peleryna znowu w akcji...), posadzili na krześle i zaczęła się zemsta... Początek niewinny, ale pada pierwsze pytanie.
- Jesteś w związku Severusie? - pyta Draco (zawsze chciał zadać to pytanie chrzestnemu).
- To... nie... twoja... tak... sprawa... jestem.
- Kto jest tym pechowcem? - dociekał Harry.
- Twoją Starą!
- Kłamiesz, Moja Stara nie żyje... - zbulwersował się Gryfon.
- Od zawsze byłeś okłamywany. Twoja Stara to... tak naprawdę... osoba seksowna, inteligentna... taka ładna i... są o niej fanfiction... - westchnął rozmarzony Severus. - Ta osoba jest taka cudowna i... kocham ją... tak naprawdę to... fajnie rozmawia się z nim...
- Ej! TY! Chwila, chwila "nim"?
- No tak, przecież Stara każdego Snape'a jest facetem. Tak jest zawsze i to logiczne... Heri! Ajm jor fader... Znam Twoją Starą od 27/8 lat i zgwałciłem go jutro, a potem byłeś ty, a ja cię nie lubiłem, bo byłeś podobny do mnie, a nie do niego... Twoja Stary pracuje w Tap Madl i nazywa się... werble proszę... Tom Marvolo Riddle. Wiesz, że jutro chce cię poznać, bo nie widział cię od porodu... W ogóle chcesz iść jutro z nami na randkę, bo jak jesteśmy sami to jest dziwnie, a jednak z synem to wiesz tak lepiej i... ej? Zemdlałeś? Draco, czy on zemdlał? Tak? Nie? Bo jak zemdlał, to okay, a jak nie to nie wiem... może mu usta-usta zrobić? Jak myślisz?

A Draco stał tam sparaliżowany, nie odzywając się i myśląc: "Co ja kurwa narobiłem?? Mój chłopak będzie miał uraz do końca życia, a ja już nigdy nie spojrzę w oczy Snape'owi...
**********
Przepraszam, że krótko, że nie jest tak jak miało być i ogólnie za wszystko. Wierzę, że z czasem będzie lepiej...
Pozdro Jula xx

poniedziałek, 18 stycznia 2016

I, jak inny

Ostrzeżenie!!! Rozdział zawiera sceny przemocy!!!
Nie mogłem spać tej nocy. W tym szpitalnym łóżku. Z nim. Nie wiem dlacz... A nie czekajcie, wiem. Dlatego, że jebani mugole traktowali go tak źle już jako dziecko, a on wciąż ma szacunek do takich jak oni... to chore... muszę jakoś dowiedzieć się reszty jego wspomnień... z jednej strony nie chcę naciskać, a z drugiej tak bardzo chcę wiedzieć o co chodzi...
Na takim rozmyślaniu minął mi czas do momentu w którym obudził się Harry. Było to koło 7 i Pomfrey przyszła z jakimiś butelkami, kazałem postawić je na stoliku i zostawić nas samych. Po jej wyjściu zauważyłem zielone oczy Harry'ego wpatrujące się we mnie. Pocałowałem go w czoło i potarłem brudne od zaschniętych łez policzki.
- Hej kochanie, jak się czujesz? - zapytałem.
- Do... dobrze... tak zgaduję - odpowiedział cicho. Gdyby nie to, iż leżał obok mnie nigdy bym tego nie usłyszał.
Po wypowiedzeniu tych słów skierował swój wzrok ku fiolkom stojącym na stoliku obok i bezgłośnie wyciągnął po nie rękę. Podałem mu je także zachowując ciszę, nie wiem dlaczego nie odzywamy się do siebie... cisza jest trochę niezręczna, przynajmniej dla mnie. Jednak nie przerywam jej. Po wypiciu przez Gryfona eliksirów wciąż nie wypowiadamy żadnego słowa. Zaczynam bawić się jego dłonią w nadziei, że zabije to nudę, a może nawet "zmusi" do wypowiedzenia przez chłopaka choć jednego krótkiego słowa.
Dziwna atmosfera utrzymuje się przez kolejne kilkanaście minut, a ja zaczynam wierzyć, iż Harry może żałować tego tego co pokazał mi przed snem, może był to tylko krótki przypływ szczerości, a w normalnych okolicznościach nigdy nie wyjawiłby mi swoich sekretów??? Niepewność mnie zabija, więc pytam go wprost:
- Żałujesz? 
- Ale czego? - odpowiada pytaniem.
- Tego co mi wczoraj pokazałeś...
- Nie - mówi prosto, a mi to wystarcza. Jednak kontynuuje - Pokazałbym Ci wszystko, ponieważ jesteśmy w związku, a w takim wypadku szczerość to podstawa... Jednak sądzę, iż nie jestem w stanie tego opowiedzieć...
- Harry, co znaczy, że "nie jesteś w stanie"? Co oni Ci zrobili?! - pytałem wyrzucając ręce w górę.
- Ja... Oni... On... - plątał się we własnych słowach czarnowłosy.
Widzę ból w jego avadowych tęczówkach i coś na kształt... niepewności, strachu... sam nie wiem...
- Gryfiaku, proszę,spokojnie... nie musisz nic mówić... pozwól mi po prostu zabrać twoje wspomnienia, dobrze? Mam myślodsiewnię... tylko pozwól mi na to, chcę Cię poznać i pomóc z przeszłością i mam nadzieję, że razem pozbędziemy się swoich demonów... 
Po chwili usłyszałem tylko ciche 'okay' i poczułem ręce wczepiające się w bok mojej koszulki. Zgarnąłem różdżkę ze stolika i krótkim 'accio' przywołałem potrzebny przedmiot. Następnie delikatnie wyjąłem wspomnienia z głowy Harry'ego i umieściłem w misie. 
- Mogę... mogę iść z tobą? - zapytał cichutki głosik wtulając się we mnie bardziej.
- Oczywiście - odpowiedziałem. Złapałem go za rękę i już po chwili pogrążyliśmy się we wspomnieniach. 
Wylądowaliśmy w jakimś korytarzu. Poczułem jak palce mojego towarzysza zaciskają się ciasno wokół mojego nadgarstka, czuję, że przesuwa się bliżej ściany, tak aby schować się za mną... Chciałbym go zapytać czy wszystko dobrze, ale wiedziałem, że nie jest to dobry moment.
Nagle na korytarzu na piętrze dało się słyszeć szczęk zamków i kłódek. Chciałem ruszyć w stronę hałasu, ale zatrzymała mnie ręka czarnowłosego, który ledwie poruszając ustami, cicho jakby bał się, że ktoś go usłyszy powiedział 'poczekaj'. Z góry dało się słyszeć krzyk: "Wyłaź stamtąd nieudaczniku, bo znowu ci wpierdolę! Tym razem nikt cię nie uratuje! Żaden! Jebany! Psychiczny! Człowiek! Z tej twojej jebanej szkoły!!! Jeśli nie wyjdziesz lub nie zrobisz czegoś z listy z drzwi to wiesz co będzie!' 
Po tej tyradzie wspomnienie się rozmywają, a ja czuję jak mój chłopak przytula moją koszulkę i wypłakuje swoje oczy, mocząc ją. Odwróciłem się do niego i delikatnie go objąłem. Chciałem dodać mu otuchy, bo wiedziałem, iż nie wyjdziemy stamtąd dopóki wspomnienia nie dobiegną końca. Czułem jak jego usta poruszają się przy mojej klatce piersiowej, a ja wyłapywałem tylko pojedyncze słowa: ' zadań... za dużo... zawsze... koniec... inny'. Niewiele z tego zrozumiałem, ale już pojawiliśmy się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. jedynym źródłem światła była żarówka samotnie zwisająca z sufitu. Na ścianach były łańcuchy, czułem się jak w lochach Filch'a... 
Drzwi otworzyły się z hukiem, a mój wzrok padł na wątłe ciało jakiegoś nastolatka, które przerzucone było przez ramię mugola jak worek ziemniaków. Mężczyzna rzucił nim o ziemię jakby nie był żywą istotą i wtedy... i wtedy go rozpoznałem... To był Harry... Mój Harry. Kątem oka spojrzałem na tego, który przyszedł tu ze mną, ale on na to nie patrzył, więc zgarnąłem go w swoje ramiona, a on ukrył twarz w zagłębieniu mojej szyi. Wbiłem wzrok w scenę rozgrywającą się przede mną. Nastolatek leżał na plecach, a mugol zbliżał się do niego. Widziałem jak zdejmował własne spodnie ze swojego grubego cielska, a zaraz potem zrywa ubrania z bezbronnego chłopaka pod nim. Wbija się w niego, a ja widzę jak szloch wstrząsa czarnowłosym, to samo dzieje się z przytulonym do mnie chłopakiem i staram się choć minimalnie go uspokoić oraz dać jakieś poczucie bezpieczeństwa. Z ust wuja Harry'ego wychodzą słowa, które sprawiają, że jak najszybciej chcę go znaleźć i zabić: "I co mała dziwko, podoba Ci się, tak? Jesteś jebanym pedałem i dlatego to lubisz, prawda? Nigdy niczego nie osiągniesz! Jesteś INNY!!!"
Tutaj wspomnienia się kończą, a ja razem z Gryfonem ląduję w szpitalnej sali. Bez słowa odsyłam myślodsiewnię i pozwalam dalej wypłakiwać się Harry'emu w moją koszulkę. Co dziwne po paru minutach względnie się uspokaja i patrzy na mnie tymi swoimi wciąż mokrymi od łez oczami.
- Nie wiem czemu mnie chcesz... jestem inny - słyszę po chwili ciszy.
- Nawet nie waż się tak myśleć - odpowiadam. - Jesteś wyjątkowy dla mnie, a to jest najważniejsze. Ja mam Ciebie, a Ty masz mnie. Everybody's got their demons, even wide awake or dreaming. Damy radę zapomnieć o przeszłości osobno i myśleć o przyszłości razem. Po prostu już nigdy nie daj sobie wmówić, że jesteś gorszy. 
Temat gwałtu zostawiam na potem, sam nie jestem jeszcze gotowy, żeby o czymkolwiek rozmawiać. Ostatnie co pamiętam przed zapadnięciem w sen po wyczerpujących wspomnieniach to spojrzenie na kalendarz i data 5 grudnia... 
********************
Hej! 
Zmieniałam koncepcję rozdziału z cztery razy i wciąż mi się nie podoba, ale to jedyna wersja, którą skończyłam, więc z góry przepraszam za wszelkie niedociągnięcia!
Czy jest ktoś zainteresowany promptami, bo serio coś bym napisała, a nie dostaję żadnych propozycji... Dajcie znać w komach czy coś.

Mam teraz ferie, więc pojawi się kilka rozdziałów przez te dwa tygodnie.
Pozdro Jula xx

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Regulamin promptów

Więc tak, jeśli ktoś jest zainteresowany promptami mojego autorstwa to oto kilka zasad ich składania:
1. Pomysły mogą być AU, ale nie muszą.
2. Składać należy do mnie na mail jula.rogo@gmail.com, ewentualnie w komentarzach

3. Nie mam ograniczeń jeśli chodzi o style (fluff, angst, smut, itd.)
4. W tym poście będę informować czy "skrzynka" na pomysły jest otwarta.
5. Pamiętajcie, że nie ma złych pomysłów.
6. Długość oczekiwania na prompta będzie się wahać od ok. tygodnia do dwóch :) Ale jeśli się uda będę próbować jak najszybciej
SKRZYNKA OTWARTA
Mam nadzieję, że was nie zawiodę
Pozdro Jula xx

H, jak historie

Obudziłem się w skrzydle szpitalnym, na łóżku obok leżał prawdopodobnie Harry. Nie widziałem go, kotary były zasłonięte.... oh fuck... to nie wróży nic dobrego. Szybko zacząłem przeszukiwać umysł w poszukiwaniu więzi... nic... nic... O! Jest, czyli żyje. Jednak zasłony wciąż są dla mnie dość niepokojącym i niepożądanym obiektem.
Spróbowałem się podnieść, gdy zorientowałem się, że nie czuję własnych kończyn (jeśli coś stało się z moimi idealnymi nogami lub umięśnionymi ramionami to Severus zapłaci, słono).
Okay, wraca mi czucie więc czas na małą podróż do łóżka Hazzy (znalazłem to zdrobnienie w fanfiction...wbrew pozorom One Direction to czarodziejski zespół). Wstałem sprawdzając uprzednio czy nikt na mnie nie patrzy, a co najważniejsze czy nikogo nie ma w pomieszczeniu. Spojrzałem na ogromne okno wychodzące na Błonia i zdałem sobie sprawę, że musi być coś koło północy. Szybkie spojrzenie na zegar potwierdziło moje przypuszczenia.
Poczłapałem w kierunku łóżka ukochanego i drżącymi rękami odsunąłem materiał. Był nieprzytomny. Górną część piżamy miał zdjętą, a połowę jego umięśnionego brzucha zakrywał lekko zaróżowiony bandaż. Krew. Usiadłem na krawędzi jego posłania i złożyłem czuły pocałunek na jego skroni, zanim ułożyłem się delikatnie obok.
Nagle poczułem wielką ochotę opowiedzieć mu o swoim życiu, które zamiast być idealnym było chujowe. Coś kazało mi to zrobić, ta sama moc, która pomogła mi zabić demona... Ten argument przeważył. Zacząłem więc opowieść.
- Hej, Harry, Hazz... mogę tak mówić, prawda? Wiesz jak wyglądało wychowanie dzieci w starożytnej Sparcie? Dobra, wiem głupie pytanie... pewnie wiesz, pewnie musiałeś się tego uczyć w mugolskiej szkole. Wracając... Ja... Ja chciałbym opowiedzieć Ci coś bardzo ważnego, po prostu myślę, że tak trzeba i... i oto właśnie moja historia... Przez pierwsze lata życia mieszkałem z matką, ona dawała mi miłość, pokazywała różnice między dobrem i złem... w tamtym okresie ojca widziałem może kilka razy w ciągu roku, ale on nagle pojawił się kilka dni po moich 7 urodzinach i wtedy... - zatrzymałem się na chwilę przypominając sobie tamten straszny dzień i ku mojemu zdziwieniu palec Harry'ego poruszył się... czyli moje gadanie coś daje. - wtedy on uderzył mnie pierwszy raz, matce powiedział tu cytat: " Miałaś swój czas, teraz moja kolej! Spierdalaj!". Bałem się, miałem siedem i byłem przyzwyczajony do dobrego traktowania. Dopóki nie poszedłem do Hogwartu to znaczy przez cztery lata miałem wpajane, że Czarny Pan jest dobry, że czystość krwi jest ważna, że wszystko można załatwić kasą albo przemocą. Każdej z tych zasad byłem uczony w iście spartańskich warunkach. Ojciec mnie bił i poniżał przy każdej okazji. Po moim pierwszym roku to się uspokoiło. Jest to zasługa Severusa, wiesz?
Ledwo skończyłem i już miałem zacząć ocierać łzy, które mimo wszystko wpływały z moich oczu, gdy poczułem ciepłą dłoń na policzku... Harry...
- Teraz już wiem - odpowiedział słabym i cichym szeptem.
- O Merlinie! Ty żyjesz... Ja... - rozpłakałem się bardziej ostrożnie go przytulając. - Kochanie, proszę, nie opuszczaj mnie... - błagałem, a w międzyczasie zaciągałem się jego zapachem.
- Dobrze, spokojnie. Draco?
- Tak?
- Ja też chciałbym opowiedzieć Ci moją historię... i odpowiadając na pytanie: Tak, słyszałem wszystko, ale Kotku teraz już jest dobrze mamy siebie, tak?
- Tak mamy siebie - potwierdziłem. - Chciałbym usłyszeć twoją historię, ale jesteś jeszcze słaby, może spróbuj mi to przekazać więzią? - zapytałem.
Poczułem, że zaczynam oglądać wspomnienia Harry'ego. Najpierw zielone światło i krzyk kobiety - Lily... następne to mały, może trzyletni chłopczyk w za dużych ubraniach stoi przy ogromnym piekarniku i coś gotuje, w tle słychać okrzyki, że ma się pospieszyć, bo inaczej popamięta... Tu wspomnienia się urywają. Znów widzę ciemne pomieszczenie. Słyszę szloch chłopaka obok i czuję jak wstrząsają nim dreszcze.
- Shhhh... Kochanie, Hazz jestem tu, jesteś bezpieczny.
Powoli się uspokaja, po chwili słyszę jego miarowy oddech - zasnął. Nie wiem co jeszcze przeżywał u tych... tfu... mugoli... nie powinni tak traktować małego dziecka. Dowiem się, wcześniej lub później wszystkiego co mu zrobili. Sprawię, że przeproszą Harry'ego i będą błagać na kolanach o wybaczenie. 
Mimo, że poznałem tylko niewielki fragment jego wspomnień to takie było jego życie,  tak samo jak moje... nie mieliśmy na nic wpływu, ale to są właśnie nasze historie .
Broken boy meets broken boy.*
************
* zmieniony przeze mnie wers piosenki 5SoS "Safety pin"
************
Hej, hej, hej!
Rozdział krótki, bo pisany na telefonie, ale nie mogłam się powstrzymać przed napisaniem go. Za błędy bardzo przepraszam. Inspiracja to wyżej wymieniona piosenka.
Pozdro Jula xx 

G, jak GAME OVER

Minęło kilka dni, a związek mój i Harry'ego był tematem wielu plotek. Ślizgonki załamywały się, bo ich cudowny, czystokrwisty, przyszły mąż (patrz JA) jest gejem i to w dodatku zajętym. Reszta lasek płakała, bo Wybawiciel tego świata jest gejem i nie będzie ojcem ich dzieci. Najgorsze jednak były groźby tych dwóch wariatek. Ciekawi o kim mówię??
Hmmm.... pomyślmy....
Jedna gryfonka, jebnięta i ruda.
Druga ślizgonka, jebnięta i ciemna.
Domyślacie się już, prawda? Chodzi oczywiście o Ginny W. oraz Pansy P. . 
Ta pierwsza najpierw tylko mi groziła, ale kiedy dodała mi jakiegoś gówna do jedzenia i to Harry'emu zrobiło się niedobrze (wiecie, skutek uboczny eliksiru)to troszkę mnie poniosło i transmutowałem jej rude kudły w węże. (Tak bardzo żałuję, że nie jadowite.) 
Z kolei ta druga idiotka od razu przeszła do rękoczynów. Po tym jak eliksir po pełnych 72 godzinach przestał działać (no przynajmniej w pewnym stopniu, ale o tym później) Harry chciał pójść do biblioteki, aby nadrobić zaległości (nie było nas na lekcjach przez 3 dni). On poszedł tam zaraz po obiedzie, a ja miałem dołączyć do niego później. Parkinson kazała jakimś osiłkom zaciągnąć Gryfiaka do pustej klasy, a potem sama się Nim "zajęła". 
Skutkiem eliksiru, który pozostał po rozdzieleniu jest telepatia - czytanie w myślach, ale nie tylko. Potrafimy wzajemnie przekazywać sobie uczucia oraz odczucia.
Kończyłem już obiad i strasznie cieszyłem się na wspólną naukę z Gryfonem, ale kiedy poprzez więź otrzymałem dość niepokojące sygnały (wyczuwałem tam strach i coś na kształt wołania o pomoc). Powiadomiłem szybko Godryka, żeby chociaż ktoś wiedział co się dzieje, a sam dałem się prowadzić intuicji. Po kilku dłużących się minutach odnalazłem mojego chłopaka(mój chłopak, jak pięknie to brzmi) w nieużywanej sali. Widok, który tam zastałem zmroził mi krew w żyłach. Ta chora psychicznie dziewczyna stała nad moim małym Gryfiakiem z nożem, z jego brzucha wypływała krew. Czułem, że ten widok będzie mnie często nawiedzać... Zanim jego oprawczyni zorientowała się, iż za nią stoję, rzuciłem niewerbalną drętwotę i podbiegłem do Harry'ego. 
Porwałem go w ramiona uważając oczywiście na ranę, która swoją drogą wyglądała okropnie. "Nie mogę Go stracić, nie teraz... Dlaczego ON??" Te słowa wyryły mi się w pamięci niczym wypalone rozgrzanym żelazem. Tuląc Gryfona do piersi wylewałem morze łez... Nagle oprzytomniałem na tyle, że zacząłem rzucać zaklęcia uzdrawiające wszelkiej maści, ale jak na złość nic nie mogło (a może nie chciało) mu pomóc. Czułem coraz słabszy puls i mniej równomierne bicie serca, widziałem jego zamglone oczy i delikatnie poruszające się  popękane, malinowe wargi. Widziałem jak uchodzi z niego życie. Ostatni raz pocałowałem jego blade czoło, spojrzałem w niebo, a wtedy...
~~ Harry ~~
Ostatnie spotkanie z Draco, naszymi przodkami i tym Nietoperzem z lochów to było zbyt wiele rewelacji. Po pierwsze zostałem "opętany"; po drugie mam chłopaka; po trzecie Draco chyba nie ogarnia FB; po czwarte ktoś mnie kocha... To w sumie tak w skrócie. 
Teraz, po kilku dniach, kiedy odwracalne skutki eliksiru puściły zmierzałem ku bibliotece, a za jakieś dwadzieścia minut miał dołączyć do mnie mój chłopak. Nagle poczułem jak czyjeś ręce ciągną mnie w stronę jakiś drzwi. Następne co pamiętam to cios w głowę. Ocknąłem się po kilku minutach i natychmiast wysłałem krótki ostrzegawczy sygnał do Draco. Siedziałem pod ścianą a mój "porywacz" z pewnością już się ulotnił. W pewnym momencie cienia wyłoniła się ślizgonka o twarzy mopsa - no tak Pansy... pewnie zapłaciła jakiemuś osiłkowi, tylko czego ona chce??? Zapytałem ją o to, a ona zaśmiała się jak wariatka, ale czego mogłem się spodziewać. Pewnie wyrzuci z siebie to co ją gryzie i da mi spokój... tsaaa przekonałem się, że tak to mogłoby być w marzeniach. Zauważyłem pewien srebrny ostry przedmiot w jej rękach, a biorąc pod uwagę moje związane kończyny to nie wróżyło nic dobrego.
Zaśmiała się po raz kolejny i podeszła do mnie, ukucnęła i przystawiła nóż do mojego brzucha. Przekazałem moje "zaniepokojenie" Draco... chciałem, żeby tu był. Tak skupiłem się na więzi, że nie zauważyłem, kiedy mnie dźgnęła, dopiero zimno metalu przeciąganego po mojej skórze przywrócił mnie do rzeczywistości. Nie próbowałem z nią rozmawiać i tak nic by to nie zmieniło, zamiast tego po prostu czekałem na cud, że może się opamięta i wezwie pomoc, cokolwiek. Miałem przymknięte oczy kiedy zobaczyłem blond anioła wchodzącego cicho przez drzwi. Miał uniesioną w górę różdżkę, a już po chwili mój kat leżał z boku, nieprzytomny. Anioł podbiegł i przytulił mnie do siebie. Chciałem mu powiedzieć, że nie powinien mnie przytulać, bo czemu miałby brudzić sobie taką ładną białą koszulę moją krwią? Jednak nie byłem w stanie nic powiedzieć, czułem, że jestem coraz słabszy. Spojrzałem w górę i zobaczyłem te piękne szare tęczówki, które wylewały przezroczyste łzy... Anioły nie powinny płakać, prawda? Dlaczego ON płacze?? To pewnie moja wi...
Nagle Blondyn wyrwał się z letargu i zaczął rzucać dziesiątki zaklęć. On chce mnie ocalić - pojawiła się w mojej głowie powolna myśl, jednak na nic się to nie zdało. Po wielu próbach poczułem mokre od łez wargi na swoim czole i łaskoczące mnie w policzki kosmyki platynowych włosów. Anioł uniósł głowę w górę i spojrzał na jedną ze ścian jego spojrzenie zamarło, a w oczach czaiły się złowrogie ogniki. Ostatnie co pamiętam to ciepłe silne ramiona wokół moich barków i to dziwne poczucie bezpieczeństwa, a więc tak wygląda śmierć...
~~ Draco ~~
... a wtedy z cienia wyłonił się inkub,były puchon, zmora mojego Harry'ego, Cedrik Diggory, we własnej osobie. Poczułem, jak ciało Gryfona wiotczeje w moich ramionach, a jego głowa opada na moje ramię. 
- Pansy się spisała, to głupia dziewucha, ale przydatna... Potter nie żyje. Moje czary przestały działać po pocałunku prawdziwej miłości, więc trzeba go zniszczyć... No cóż... Trochę szkoda, ale będzie jeszcze wielu takich.
Kiedy tylko to usłyszałem, poczułem jak krew we mnie buzuje, a moja ręka sama rwie się po różdżkę. Moje żyły wypełniły się jakąś dziwną mocą, mogłem poczuć jej smak, zapach oraz zobaczyć jej kolor. Była czerwona. Jak krew Harry'ego... 
Skoczyłem do przodu, a z moich ust samoczynnie potoczyły się słowa: "Zamknij ryj. Harry jest jedyny na całym świecie. Powinieneś zginąć w trakcie Turnieju. Jesteś nic nie wartą kreaturą. GAME OVER!"
Przez moją rękę popłynęła moc, dotarła do różdżki i... nigdy nie czułem się tak magiczny, ani tak silny... Cedrik padł.
Upewniłem się jeszcze czy ta szmata się nie budzi i padłem na kolana koło nieprzytomnego Harry'ego. Ponownie zgarnąłem go w ramiona, a z mojej piersi wydobył się szloch. Nie wiem ile siedziałem przytulając go do siebie. Nagle drzwi od sali się otworzyły, nie spojrzałem kto przyszedł. To mógłby być mój ojciec, albo sam Dumbledore... miałem to w dupie. Muszę go uratować...
Poczułem jak jakieś ręce starają się odsunąć mnie od niego. Ziemista cera, długie smukłe palce, no tak Severus.
- Pomóż mu proszę, Sev! - zacząłem błagać. - On nie może umrzeć, ja go potrzebuję!!!
- Odsuń się głupi dzieciaku.
W głowie utrwaliło mi się tylko chłodne spojrzenie Severusa, potem film mi się urwał...
****************
Hej!
To znowu ja. Jeśli ktoś zauważył nawiązanie do "Zmierzchu" (książka), to bardzo dobrze, bo tak miało być. Mam nadzieję, że rozdział był spoko.
Mam ochotę na napisanie promptów. Z chęcią napiszę coś co podobałoby się wam. Pairingi, z którymi piszę to:
- HP (Drarry/Snarry/Tomarry)
- One Direction (wszystkie, dosłownie, włącznie z Zayn'em)
- 5 Seconds of Summer (wszystkie)
Pozdro Jula xx

wtorek, 10 listopada 2015

F, jak Facebook

Szedłem wraz z Harry'm, który co chwila pytał: "Malfoy, gdzie idziemy?" albo "Gdzie mnie ciągniesz? Draco!" i w ostateczności "Daleko jeszcze?". Na pytania nic mu nie odpowiadałem. Po prostu się bałem, tak? Im bliżej byliśmy zejścia do Komnaty, tym bardziej się stresowałem, przecież on mnie zabije.
Weszliśmy do łazienki Jęczącej Marty. Nagle poczułem, że Gryfiak zaczął się trząść. To nie było normalne.
- Hej Harry, wszystko okay? - zapytałem.
- Nie,... to znaczy tak, to... to znaczy, to przez tą łazienkę. No wiesz drugi rok...
Pamiętałem. Pamiętałem, aż za dobrze, to wtedy straciliśmy skrzata, ale to nie było najważniejsze. To wtedy Harry zabił Bazyliszka, ulubionego pupila Sly'a. Gryffindor siłą powstrzymał swojego partnera od zabicia Gryfona. (Taka jest wersja, którą mi przedstawił, ale sądzę, iż nie była to jakaś wielka siła fizyczna. Po prostu Gryf wie co Salazar lubi w łóżku ^^. Koniec tematu. Do widzenia, kropka.) Wracając. Najważniejsze było to, że Harry prawie tam zginął. Zatrzymałem się i przyciągnąłem go do siebie przez nasze złączone dłonie. Wolną ręką starłem łzy, które mimowolnie spłynęły po jego policzku. Czułem jak jego twarz robi się z lodowato zimnej trochę cieplejsza. Nie widziałem tego, gdyż cały czas miał spuszczoną w dół twarz. Kiedy zorientowałem się, iż nadal mam dłoń przy jego delikatnej skórze, natychmiast ja odsunąłem. I powiedziałem cicho:
- Chodź, obiecuję, nic Ci się nie stanie.
Ruszyłem w stronę umywalek, On chcąc, nie chcąc musiał ruszyć za mną. Wciąż czułem jak drży. Wypowiedziałem inkantację i już po chwili otworzyły się drzwi windy, takiej jak w mugolskich biurowcach.
Weszliśmy do środka, a po kilku chwilach winda zatrzymała się w "zielonym pokoju", jak zwykłem go nazywać. Drzwi się otworzyły i już mieliśmy wysiadać kiedy usłyszałem głos Harry'ego:
- Co tutaj robisz Godryku? I dlaczego jest tutaj ten tłustowłosy dupek?
- Hamuj... się... Potter - wysyczał Mistrz.
- Sev, proszę spokojnie - poprosiłem. - Musimy wszystko wyjaśnić Harry'emu, a wiesz, iż o niektórych sprawach wolałbym nie rozmawiać...
W tym momencie znacząco spojrzałem na czarnowłosego, który na szczęście nie wyłapał tego spojrzenia, ponieważ sam zajęty był wpatrywaniem się w swojego przodka, wzrokiem zagubionego w sklepie dziecka. Było mi go szkoda ( a mnie samego jeszcze bardziej no, bo heloł muszę mu dzisiaj wyznać miłość, tak?).
- Harry, Draco, usiądźcie... - zaczął Gryffindor.
- Co ja tutaj robię? Czego wy wszyscy ode mnie chcecie? - jego pytaniom nie było końca, a każde było wypowiadane z coraz większą dozą agresji.
- Chyba się zaczęło... - wyszeptał Salazar i uprzedzając moje pytanie, powiedział - Przeczytaliśmy dziś z Godrykiem kilka interesujących książek o inkubach i... i tam było napisane, że właśnie agresją mogą się objawiać rzucone na ofiarę zaklęcia tych istot.
- Czy można to jakoś zatrzymać lub wyeliminować? - zapytał chłodno Severus.
Przodkowie coś mu odpowiedzieli, jednak ja nie słyszałem ich słów. Wewnętrznie rozpadałem się na kawałki, a zewnętrznie sam nie wiem, jak wyglądałem, ale chyba pierwszy raz w życiu nie interesowałem się własnym wyglądem i samym sobą. Severus gdzieś wyszedł, nawet nie wiem kiedy... Zbyt mocno pragnąłem obudzić się z właśnie przeżywanego koszmaru. Miłość mojego życia pod wpływem uroków jakiegoś pierdolonego demona! Dlaczego to zawsze, kurwa ja mam najgorzej?
Zacząłem szlochać, podczas gdy czarnowłosy w kolejnym napadzie złości szarpał moją ręką. Byłem bezsilny. Najlepiej jakbym właśnie teraz umarł. Przestałem kontaktować, byłem obecny ciałem, ale duszą byłem pogrążony w marzeniach, w marzeniach byłem z Harry'm. Biegaliśmy nago po łące, po cudownym seksie. Razem. Szczęśliwi. Bez problemów.
Świadomość przywróciło mi pieczenie na policzku. Jednak to nie mnie uderzono. Przez dosłownie ułamek sekundy widziałem poszarzałą dłoń na twarzy mojego ukochanego... Wrócił Severus... Syknąłem z bólu, a uwaga wszystkich, wraz z Harry'm zwrócona była w moją stronę.
- Poczułem twoje uderzenie Sev - wyjaśniłem.
- Ale ja Cię nie uderzyłem - zaoponował Książę.
- Mówię, o tym jak uderzyłeś Harry'ego... Ja... Ja to poczułem...
- To pewnie skutek uboczny eliksiru. To by wiele wyjaśniało...
Nie byłem w stanie usłyszeć więcej, gdyż Snape oddalił się i zaczął mamrotać coś pod nosem. Tymczasem Harry, jak gdyby nigdy nic rozpoczął rozmowę z Gryffindor'em, który przytulał się właśnie z Salazarem. Ja, czy tego chciałem, czy nie musiałem stać z nimi, gdy nagle Gryf zaczął opowiadać swojemu potomkowi, dlaczego wszyscy dziś się tutaj spotkaliśmy, a kiedy przeszedł do tematów związanych z tym... tfu... byłym puchonem. Poczułem jak moje własne ciało spina się, a ciało mojego partnera przechodzi dreszcz. Za chwilę będę musiał Mu powiedzieć. Za chwilę będzie prawdopodobnie najgorsza chwila mojego życia. Za chwilę moja miłość mnie znienawidzi.
Nadszedł ten moment. Zacząłem swoją opowieść od tamtego pamiętnego poranka, przeszedłem do sytuacji na błoniach i tego jak dowiedzieliśmy się kim jest Cedrik. Zakończyłem swoją opowieść z płaczem słowami:
- Wiem, że teraz znienawidzisz mnie bardziej niż zwykle, ale muszę to zrobić... Ja... Jasiehypakoam - wyszeptałem jakimś nie zrozumiałym dla nikogo bełkotem.
- Powtórz, proszę - powiedział Harry, a widząc mój opór dodał. - Powoli Draco.
- Ja... Chyba... Cię... Kocham - wydusiłem w końcu i spuściłem głowę.
Harry podniósł ją palcami wolnej ręki i wyszeptał do mojego ucha:
- Ja też Cię Kocham.
Nie wytrzymałem i rozpłakałem się, zupełnie jak małe dziecko, bo jedno z moich pragnień się spełniło. Jedyne co pamiętam to tylko ciepłe usta Harry'ego na moich zimnych wargach oraz najbardziej niesamowity pocałunek w moim życiu.
Po kilku chwilach, kiedy obaj już trochę ochłonęliśmy, zdobyłem się na kolejny odważny krok z mojej strony.
- Harry?
- Tak?
- Zostaniesz moim... chło-chłopakiem? - zająknąłem się.
Harry tylko zapiszczał jak mała dziewczynka, co chyba miało oznaczać zgodę. Pierwszy raz od wielu dni czułem się prawdziwie szczęśliwy. Tylko Gryfiak w pewnym momencie zapytał, czy może ustawić sobie status w związku na fejsbuku, zgodziłem się. Tylko co to do cholery ten fejsbuk???
************
Hej Dzieci, jeśli chcecie.... #SMERFY
Także ten, witam pod nowym rozdziałem, mam nadzieję, że się podobało. W czwartek mam zawody i w sumie moja drużyna ma jakąś tam szansę na zwycięstwo, więc trzymać kciuki, bo jak nie to was znajdę...i... i nie dam wam rozdziału :P
Pozdro! Jula xx

sobota, 7 listopada 2015

E, jak eliksir

Z tego, co dość dobitnie wyjaśnił mi Severus, opuściłem trzy dni nauki szkolnej, a po Hogwarcie już zaczęła się szerzyć plotka o moim zniknięciu lub co gorsza porwaniu.Na normalne zajęcia wróciłem w czwartek. Zjadłem śniadanie, udając, że nie widzę tych "ukradkowych" spojrzeń całej szkoły. Zaraz po śniadaniu musiałem udać się do dormitorium mojego i Harry'ego. Z tego co mówił mi Godryk ten już wie, iż jest jego dziedzicem, jednakże nie dowiadywał się od swojego potomka jeszcze niczego na temat Diggory'ego.
Zanim wszedłem do naszych (czy to nie brzmi cudownie?) komnat wstrzymałem oddech. Leżał na sofie, wyglądał jak półbóg (bo bogiem jestem tylko ja!). Ręce miał założone za głowę, a jego koszulka podwinęła się delikatnie ku górze. Chyba zauważył, że mu się przyglądam, więc speszony odwróciłem wzrok, a on wyszedł na lekcje. Z mojej sypialni wziąłem książki i także udałem się na swoje lekcje. 
Najpierw zielarstwo, runy i obiad. Następnie podwójny OPCM. Próbowałem skupiać się na lekcji, no ale czego nauczy mnie ten przygłup? Tak więc po prostu przyglądałem się drzewom, stojącym na skraju Zakazanego Lasu. Nagle usłyszałem w głowie głos Godryka, który chciał się jak najszybciej spotkać w Komnacie Tajemnic. Stwierdziłem, iż wymknę się z tej nudneeeej lekcji, jeśli można tak nazwać to "coś".
Kiedy przybyłem do Komnaty, znalazłem Sly'a chodzącego wkoło, tak jakby coś go martwiło i Gryfa, który próbował go uspokoić.
- Prosiłeś o szybkie spotkanie. Co się stało? - zapytałem Lwa.
- Wiemy jak został ożywiony Diggory i... I czym się stał - odpowiedział za niego mój przodek po krótkiej chwili milczenia.
- Jak to "czym"?!? - po raz kolejny zapytałem duchy, tym razem z obawą wyczuwalną w moim głosie.
- To byli śmierciożercy, którzy nie pogodzili się z upadkiem Voldi'ego - powiedział jeden z nich ( nie pamiętam który ) pomijając moje pytanie.... Choć może nie do końca... - Były puchon to teraz demon, znany jako INKUB.
Znałem te demony dość dobrze z książek, które czytałem. Jednak zawsze wydawało mi się, iż te stworzenia polują tylko na kobiety* , a to nie zgadzało się z wydarzeniami na błoniach. Podzieliłem się więc moimi obawami z założycielami. Oni jednak uświadomili mi, że jestem w błędzie, a Harry w niebezpieczeństwie. Poprosiłem o wezwanie Severus'a, a sam zacząłem obmyślać taktykę, pt. "Jak do cholery uratować tego sexy Gryfiaka, który nie ma pojęcia o moich uczuciach?", czyli w skrócie JDCUTSGKNMPoMU?.
Kiedy Sev przyszedł, ustaliliśmy, że musimy uratować Harry'ego, a żeby tego dokonać musimy przeszukać połowę książek jakie kiedykolwiek napisano. Jednak nie mogę tego robić w trakcie lekcji, tak samo jak Książę. Najlepszym rozwiązaniem okazały się być wieczorne spotkania w każdy piątek i całodzienne w soboty. Duch dodatkowo miały w wolnym czasie przeszukiwać zamek i pytać inne duchy o inkuby.
Piątek zaczął się tak jak każdy normalny początek weekend'u, czyli szkołą, którą jako młody człowiek wprost ubóstwiam (znacie mnie, więc chyba czujecie sarkazm c' nie?). Zaczynam ten piękny dzień dwoma lekcjami, które serio kocham, ale... 
Niestety eliksiry mam wraz z Gryfonami, co oznacza: a) więcej bólu jak na Niego spojrzę, b) siedzenie z Nim w jednej ławce, oraz c) Jego obecność.
Przyszedłem do klasy eliksirów równo z nauczycielem i jak na skazanie udałem się na swoje miejsce. Severus rozpoczął lekcję krótkim wprowadzeniem na temat eliksiru, który będziemy dziś warzyć. Przepis był na tablicy, więc zabrałem się do pracy. Nie mogłem się jednak powstrzymać od (moim zdaniem ukradkowych) spojrzeń w stronę mojego "kolegi" z ławki. On jednak nie pozostawał mi dłużny i co chwila po prostu się na mnie gapił. Może zauważył moje wciąż czerwone oczy, a może zobaczył, że trochę schudłem. jak dla mnie najbardziej prawdopodobną opcją był blask mojej zajebistości, no ale o gustach się nie dyskutuje.
Przez to nasze całe wpatrywanie się w siebie, Harry źle dodał jakiś składnik, co wywołało mały wybuch. W całej swej łaskawości zawartość kociołka Gryfona ograniczyła zniszczenia tylko do naszego stolika. Błękitna maź pokryła mnie oraz czarnowłosego, no i nasze splecione dłonie ( w chwili wybuchu troszeczkę mnie poniosło i chwyciłem go za dłoń. To nic złego, prawda?) 
To co okazało się chwilę potem, było zarazem najgorszą i najlepszą rzeczą w moim życiu. Okazało się, iż skutkiem ubocznym tego niedokończonego eliksiru jest sklejanie dwóch rzeczy,  a w tym wypadku naszych rąk. Dobrą rzeczą jest to, że zostałem sklejony z Harry'm,  a złą,  że zostałem sklejony z Harry'm. Uprzedzając pytania: Nie, nie mam rozdwojenia jaźni.
Jak stwierdził potem Mistrz Eliksirów, nie ma odtrutki - trzeba czekać, aż zakończy się działanie tej mikstury. Do obiadu o wypadku na eliksirach wiedział tylko cały ostatni rocznik, a do końca dnia dowiedziała się połowa czarodziejskiego świata. Jak nic jutro ta informacja znajdzie się na pierwszej stronie Proroka, a ojciec przyśle mi sowę z wyjcem.
Najgorsze jest to, że dziś miał się odbyć pierwszy "wieczór czytelniczy". Skontaktowałem się telepatycznie z Gryffindor'em, który wykazał się wielką inteligencją i po prostu kazał mi przyprowadzić niczego nieświadomego Gryfiaka na spotkanie, gdzie ma zamiar powiedzieć mu o wszystkim. Wtedy też wyda się moja miłość do niego... I Harry znienawidzi mnie na zawsze!
A to wszystko sprawka jednego, głupiego eliksiru...