sobota, 31 października 2015

D, jak delfiny

Nie wiem ile czasu siedziałem w mojej samotni. Godzinę? Dwie? Dwadzieścia dwie? Nie wiem i w sumie niewiele mnie to obchodzi. Najgorsze jednak było to, że to właśnie tam myślałem o tym co się wydarzyło, tam gdzie były rysunki Jego (tak rysunki, no co? Czasem mi się nudzi tak?). Dlaczego On mi to zrobił??? Znaczy no wiem, nie wiedział o moim uczuciu do niego, ale to Go nie usprawiedliwia. Powinien się domyśleć czy coś. Najlepiej to by było żeby przyszedł do mnie i powiedział mi iż mnie kocha, a po tym wyznaniu poszlibyśmy do łóżka na jakieś dzikie seksy i... Stop! Co to kurna było? To się zaczyna robić chore. O Maj Gasz! Zachowuje się jak jakaś napalona nastolatka... Chociaż w sumie jestem napalony i jestem nastolatkiem... Muszę iść do Severusa. On mi pomoże. Tylko jak się do niego przedostać bez zwracania na siebie uwagi moim wyglądem... Już wiem.
-Salazarze, mógłbym Cię prosić na chwilkę?
-Witaj Draco. Czego chcesz i co się stało?
-Mógłbyś przyprowadzić tu Sev'a jednym z twoich tajnych przejść?
-No, nie wiem...
- Możesz po drodze wziąć ze sobą Godryka... No już, wiem, że tego chcesz- uniosłem znacząco brwi.
Ledwo to powiedziałem i już go nie było. Wiem co może przekonać mojego przodka, ale wy niekoniecznie... no chyba, że się domyślacie czyż nie? On i Godryk są uroczą parą, naprawdę, ale potrzebowali jakiś 800 lat, aby to zrozumieć. Jednak powiedziałem, żeby poszedł po Gryffindor'a nie tylko dlatego, lecz także po to, abym miał więcej osób, których mam się poradzić w sprawie Gryfiaka. Nie będę o to pytał mojego ojca, bo a) zabiłby mnie za bycie biseksualistą (gejem), b) zabiłby mnie za wybranka mojego serca, c) to mój ojciec.
Po kilkunastu minutach mój przodek powrócił w towarzystwie Godryka i Snape'a, z tym że założyciele byli przytuleni do siebie, a ten ostatni kroczył za nimi jak na skazanie. Kiedy jego nie było ja znów zacząłem płakać (ale tylko dlatego, że gdybym nie wyszedł wtedy na błonia to teraz w spokoju mógłbym dalej podkochiwać się w Gryfonie i nic nie wiedziałbym o Cedric'u).
Severus gdy tylko mnie zobaczył skulonego na wielkim łóżku podbiegł do mnie zgarniając w swoje umięśnione ramiona (trochę ćwiczył). Zacząłem głośniej szlochać w jego koszulkę, powtarzając wciąż, i wciąż jego imię. Mistrz eliksirów próbował mnie uspokoić na miliard różnych sposobów, ale kiedy one nie zadziałały, przywołał ze swojego gabinetu fiolkę eliksiru uspokajającego o smaku arbuzowym (mmm mój ulubiony). Podał mi trochę mikstury, abym ją wypił. zacząłem się uspokajać, a Godryk poprosił, żebym opowiedział co się stało. 
Opowiedziałem im wszystko od samego początku. Powiedziałem im o sytuacji w pociągu, i o dzisiejszym poranku i o... o sytuacji na błoniach.
Przez cały ten czas byłem przytulony do Sev'a i zastanawiałem się czemu to on nie mógł być moim ojcem. Wbrew pozorom był on bardzo czuły i opiekuńczy, i zawsze potrafił wysłuchać moich problemów, a następnie wspomóc radą.
Po zakończeniu przeze mnie opowieści Książę momentalnie podniósł się z posłania i udał się w stronę drzwi od komnaty. W ostatniej chwili zatrzymałem go słowami:
-Gdzie idziesz?-zapytałem cicho.
-Jak to gdzie? Idę wpierdolić temu gnojkowi i gówno mnie obchodzi, że jestem nauczycielem!-odparł. Czy mówiłem już że jest strasznie opiekuńczy? Jednakże...
-Nie, nie możesz to nie jego wina. Nie rób mu nic...nie...proszę...-kiedy to mówiłem poczułem jak moja dolna warga zaczyna drżeć, a w oczach zbierają się łzy.
-Shhh, Draco-mówiąc to podszedł do mnie.-Nie płacz, proszę. Nie płacz przez niego. On nie jest tego wart.
W tym momencie odezwał się Godryk, który przez cały czas spoczywał w ramionach Sly'a:
-Draco, porozmawiam z moim dziedzicem jeśli chcesz, albo po prostu dowiem się o co chodzi z tym Puchonem, dobrze? Tylko już nie płacz, bo Salazar strasznie się martwi i ma ochotę zabić każdego kto Cię zrani- mówiąc to uśmiechnął się szczerze, a ja poczułem się naprawdę bezpiecznie. Delikatnie odwzajemniłem ten gest.
-Dobrze, porozmawiaj z nim...ale nie mów mu co do niego czuję, obiecaj.
-Obiecuję. Słowo Godryka Gryffindora. 
Nagle usłyszałem jego głos w głowie: " Jeszcze będziesz szczęśliwy z moim dziedzicem. Wiesz historia lubi się powtarzać." 
- To co może jakiś film?- dodał już na głos.
- To dobry pomysł- powiedział Slytherin.
- Mo...Mogę wybrać film- spytałem.
- Oczywiście- odpowiedzieli zgodnie moi towarzysze.
Zbliżyłem się więc do mugolskiego, nowoczesnego telewizora i zacząłem poszukiwania kanału, który nadawałby program odpowiadający moim oczekiwaniom. po kilkunastu minutach (mieli serio dużo kanałów) znalazłem ciekawy program o zwierzętach. Odsunąłem się więc od odbiornika i udałem się w stronę łóżka na którym wygodnie leżeli już Severus oraz Sly w objęciach Lwa, ktory od czasu do czasu przeczesywał jego włosy palcami. Łóżko było tak duże, że spokojnie mógłby się tam zmieścić jeszcze słoń, o którym właśnie mówiono w telewizji.Seans przebiegał spokojnie do pewnego momentu.
Jakoś w połowie filmu zaczęto mówić o delfinach. Pokazano młode delfiny i samotne osobniki, kiedy nagle pokazano uśmiechającą się parkę. I właśnie wtedy moją głowę zaczęły nawiedzać czarne myśli. Patrząc tak na te zwierzęta uświadomiłem sobie iż nawet jakieś pierdolone delfiny są kurwa szczęśliwsze niż ja. Po moich bladych policzkach niekontrolowanie zaczęły spływać słone łzy, mocząc moją i tak już brudną, i wygniecioną koszulkę. 
W pewnym momencie w moją stronę odwrócił się Sev.
-Co się dzieje?- zapytał.
-Nic, tylko coś sobie uświadomiłem- odpowiedziałem ocierając czerwone od płaczu oczy. Czerwony kojarzy się z Nim, a to złe skojarzenie.
***********
To znowu ja. Tak więc oto czwarty rozdział. Jestem w trakcie pisania piątego na Wattpad, więc w przyszłym tygodniu pojawi się on tutaj.
Jula xx

C, jak Cedrik

Drugi tydzień szkoły zaczął się tak jak zwykle, to znaczy należy wybrać prefektów (uczniowie wybierają, ale jest to tylko jedna osoba z każdego domu). W poniedziałek po lekcjach wujaszek Sev urządził głosowanie i... Jak można było się spodziewać wygrałem ja. Wygrałem, ponieważ jestem piękny i cudowny, i kocham Harr... Chwila tego nie miałem mówić...
W Gryffindorze wybrali mojego [jeszcze nie(jeszcze)] Harry'ego, a Puchoni i Krukoni mnie nie interesują, bo... bo... bo tak. No dobra może kiedyś opowiem tę historię, ale nic nie obiecuję.
Wracając do tematu wylądowałem w nowym pokoju. Na szczęście lub nieszczęście wylądowałem tam z pewnym czarnowłosym chłopakiem z domu lwa. Na szczęście, bo będę mógł lepiej go poznać. Gorszą stroną tej sytuacji jest to iż mogę coś powiedzieć przez sen (tak mówię przez sen, masz coś do tego?). Czy mam się tego bać? Nie wiem. Dlaczego ostatnio mnie złapał? Nie wiem. Czy jest zadowolony z tego, że będzie ze mną mieszkał? Nie wiem. Czy Go kocham. Tak. I jest to jedyna rzecz, której jestem pewien... No może oprócz mojej zajebistości, ale... No wiecie.
Ten tydzień minął w miarę spokojnie. I następny też. I następny. Aż  nadszedł październik i wtedy się kurwa zaczęło. Początek niby niewinny, a jednak. 
Poniedziałek. Szósta rano. 
Obudziłem się tak wcześnie chyba pierwszy raz w życiu i to był największy błąd tegoż życia. Wszedłem do wspólnego salonu- mojego i Gryfiaka. I to co tam ujrzałem prawie zwaliło mnie z nóg. 
Harry...Bez koszulki...-nie mogę oddychać- Ćwiczy...Wygląda nieziemsko...
-O Salazarze - wymsknęło mi się, a On to usłyszał.
O Merlinie! No to, kurwa pięknie. Jestem udupiony. On teraz pomyśli, że jestem jakimś napaleńcem. Jaki ja jestem głupi...
Moje rozmyślania przerwało chrząknięcie. No tak musiałem wyglądać na trochę niedorozwiniętego, stojąc z otwartą buzią i gapiąc się na niego.
- Umm...Sorry...To ja już sobie pójdę... - wydukałem.
- Tak...Znaczy nie...Znaczy nie musisz - kiedy to mówił na jego twarzy wykwitł dorodny rumieniec. W sumie byłem zadowolony, że to ja Go do tego doprowadziłem. 
Jednak w tym właśnie momencie przypomniałem sobie co zaszło, co się stało i...I uciekłem. Po prostu stchórzyłem. Jak jakiś słaby Puchon. Biegłem sam nie wiem dokąd. Zatrzymałem się dopiero w łazience dla dziewczyn. No wiecie tej z Komnatą Tajemnic, która była moim celem. 
Uprzedzając wasze pełne uwielbienia i zachwytu pytania. Tak Ja cudowny, inteligentny, nieziemsko przystojny Draco Malfoy jestem dziedzicem Salazara Slytherina i mogę otwierać Komnatę Tajemnic. Harry także potrafi to uczynić, jednak On nie zna wszystkich jej zakamarków, gdyż nie jest prawowitym dziedzicem.
Wracając. Zjechałem do komnaty windą (tak, tak tez można) i udałem się do pracowni mojego przodka. Tam usiadłem przy biurku, wyjąłem kartkę i ołówek, i zacząłem szkicować z pamięci mój cud, takim jak Go widziałem rano. Bez koszulki, ćwiczącego. 
Skończyłem rysunek po kilku godzinach i wyszedłem z Komnaty. Udałem się do Wielkiej Sali na obiad i usiadłem przy stole mojego domu. Byłem bardzo głodny, co chyba było zrozumiałe, biorąc pod uwagę to, że nie jadłem śniadania.
Po posiłku poszedłem do dormitorium prefektów, ale nie zastałem tam Harry'ego. Nudziłem się tam sam przez jakąś godzinę. W końcu postanowiłem wyjść na błonia trochę się przewietrzyć i pomyśleć nad moim życiem. Ubrałem płaszcz, bo zaczynało robić się chłodno i opuściłem zamek.
Przechadzałem się po błoniach i rozmyślałem nad wszystkim, co się wydarzyło od dzisiejszego ranka. Nagle w oddali zobaczyłem postać, która bardzo przypominała Harry'ego. Stał on obok jakiegoś wysokiego chłopaka, którego skądś kojarzyłem, ale nie potrafiłem sobie przypomnieć kim był, ani w jakich okolicznościach spotkałem go wcześniej. 
Wiem, że nie powinienem był robić tego, co zrobiłem, no ale jak to ja musiałem popełnić drugi błąd mego życia tego samego dnia co poprzedni. Podszedłem bliżej postaci i miałem już pewność iż jednym z nich był mój Gryfiak, a... A drugim... I właśnie wtedy go rozpoznałe... To... To był Cedric... Cedric Diggory, ale...ale on przecież umarł... Na moim czwartym roku, w turnieju Trójmagicznym... I nagle wszystkie wspomnienia wróciły...
Cedric był moim pierwszym zauroczeniem. Był przystojny, męski i... i co najważniejsze Ja byłem nim oczarowany, a on mnie kochał. I wtedy... i wtedy on umarł... Zostawił mnie z... z krwawiącą raną zamiast serca. Tak Draco Malfoy potrafi kochać. To właśnie wtedy znienawidziłem wszystkich Puchonów. Nie żebym wcześniej ich wielbił tylko... tylko... No sami rozumiecie. Ale teraz wyglądał inaczej, jeśli jakiś zabłąkany promień słońca padł na skórę Ced'a on... jego skóra zaczynała błyszczeć i to było dziwnie piękne. Jednakże wtedy zrozumiałem, że moje uczucia do niego kompletnie wygasły.
Po kilku minutach ich rozmowy moje byłe zauroczenie i mój obecny crush pocałowali się. Na moich oczach, a moje serce znów zostało rozerwane. Rzucone na ziemię. Podeptane. I spalone. Nie mogłem na to patrzeć. Wybuchnąłem niekontrolowanym płaczem i uciekłem mijając ich, i zupełnie nie przejmując się tym iż mnie zobaczyli. Wbiegłem do zamku i szybkim krokiem udałem się do mojej samotni. Musiałem pobyć sam.
****************
Witam! Witam!
Trzeci rozdział jest i mam nadzieję, że się podoba. Do następnego
Jula xx

poniedziałek, 19 października 2015

B, jak bohater

Pierwszy tydzień szkoły był zawsze dla wszystkich najgorszym tygodniem roku szkolnego. Dla mnie tydzień ten zaczął się jeszcze gorzej.

1. Zaspałem pierwszego dnia zajęć (możecie zgadywać, co mi się śniło, ale podpowiedzią powinno być to, iż musiałem potem zamknąć się w łazience i rozwiązać pewien duży problem), a w konsekwencji tego zdążyłem tylko na końcówkę śniadania.
2. Severus Snape próbował zasztyletować mnie spojrzeniem za ten wybryk.
3. (I jest to chyba najgorsze ze wszystkich) Wstając od stołu wpadłem na pewnego 

Gryfona imieniem Harry, który zwyzywał mnie na oczach całej szkoły, a ja tylko stałem tam i wpatrywałem w niego jak w obrazek. W tym momencie chyba uznał, że jestem jakiś opóźniony umysłowo.

Kiedy Potter wyszedł już z Wielkiej Sali podszedł do mnie jeden z moich znajomych - Blaise Zabini.
- Co chcesz Zab? - zapytałem.
- Zanim przyszedłeś rozdawali plany lekcji. Pomyślałem, że może ci się przydać - odpowiedział czarnoskóry chłopak.
- Oh...D-dzięki - zająknąłem się i zabrałem plan z wyciągniętej ręki chłopaka.
- Dracze, co się z tobą dzieje? Od wczoraj chodzisz jakiś dziwny i...
- Nic się kurwa ze mną nie dzieje! - krzyknąłem i wybiegłem z WS, kierując się ku swojemu dormitorium.

Wiedziałem już, że nie zdążę na początek tej lekcji. Biegłem do klasy transmutacji. Profesor McGonagall będzie wkurwiona. Na dodatek tę lekcję miałem z pierdolonymi Gryfonami, a to znaczy, że znajduje się tam powód moich wszelkich problemów. (patrz Harry Potter)

Pięć minut po rozpoczęciu lekcji wbiegłem do klasy. McGonagall zmierzyła mnie lodowatym spojrzeniem.
- Dlaczego się pan spóźnił, panie Malfoy? - zapytała.
- ...
- Panie Malfoy mówię do Pana.
- A spierdalaj - wymamrotałem pod nosem i zacząłem się rozglądać za wolnym miejscem.
- Co pan tam mamrocze? Minus 10 punktów dla Slytherinu. A teraz proszę zająć miejsce obok pana Pottera.
- Co kurwa!?
- Minus 20 punktów i wieczorem proszę stawić się po szlaban do pana Filch'a, a teraz nalegam, żeby pan usiadł - powiedziała nauczycielka tym samym ucinając rozmowę.

Nosz kurwa mać!!! Pierwszy dzień szkoły, pierwsze spóźnienie i jeszcze szlaban u Filch'a. Czy wy rozumiecie co to jest?? Pewnie będę musiał czyścić jakieś pierdolone nagrody, a co ja jestem skrzat, czy pomocnik tego charłaka? Jak się mój kochany (wyczujcie sarkazm) tatuś o tym dowie udupi mnie do reszty. Potraktuje Avadą, potem zakopie i... a tak a propos zaklęcia Avada Kedavra. On ma takie piękne avadowe oczy, a wgl to On cały jest... Stop! O czym ja myślę? I dlaczego ja muszę z nim siedzieć, dlaczego nie ta szlama Granger, albo ruda Weasley. Z tego co wiem ona się w nim bujała (przynajmniej jeszcze w zeszłym roku tak było). A teraz ty się w nim bujasz - podsunęła moja podświadomość. UGH!!! Usiadłem na moim miejscu obok Pottera i zacząłem ignorować nauczycielkę przez resztę lekcji.

Dzień minął mi koszmarne. Na zielarstwie jakieś zmutowane rośliny mnie ugryzły, a do tego dostałem sowę od ojca, że odcina mi wszelkie kieszonkowe do końca roku. Wieczorem poszedłem do tego charłaka Filch'a, który nie powinien mieć w ogóle wstępu do szkoły magii. kazał mi do siebie przyjść w sobotę już o ósmej. Czy tutaj nikt nie rozumie, że jestem arystokratą, który potrzebuje co najmniej godziny w łazience na kąpiel i jeszcze jednej na ułożenie moich pięknych włosów. No heloł...

Reszta tygodnia minęła mi w miarę spokojnie. No może poza momentami kiedy widziałem Harry'ego, bo wtedy po prostu zapominałem języka w gębie. Podam wam przykład, kiedy ta szlama (wiecie o kim mówię) wpadła na mnie koło biblioteki,zacząłem się na nią drzeć, ale jak przyszedł ten cudowny Gryfiak o avadowych oczętach, by jej bronić zamilkłem i szybko odszedłem, żeby nie zobaczył moich rumieńców. Najgorsze jest to, że odkąd się urodziłem, przez te naście lat nigdy się nie rumieniłem. Strasznie boję się, że wpadłem na dobre. Znaczy myślę iż już się z tym pogodziłem ( z tym jak na mnie działa oraz ze swoją orientacją, taa zaakceptowałem siebie yay!! ), no ale bez przesady nawet jeśli coś by nas połączyło to jak by to wyglądało- były śmierciożerca z wewnętrznego kręgu i Chłopiec-który-nie-umarł-i-hipnotyzuje-spojrzeniem. Błagam. Wszyscy ślizgoni myślą, że oszalałem bo nie gonię za laskami, które wręcz wchodzą do mojego łóżka. W zeszłym roku bym się cieszył, dwa lata temu też, ale teraz jest to dla mnie po prostu obrzydliwe. Szlag stałem się jakimś pieprzonym świętoszkiem. Chociaż w sumie to prawda- chcę to robić tylko z Harrym.

Nadeszła sobota. Wstałem o szóstej... Znaczy ja wiem to tylko szlaban ale muszę wyglądać perfekcyjnie ( a co jak będzie tamtędy szedł mój Gryfon, co?). U tego pożal się Boże woźnego byłem pięć po ósmej, za co chciał mnie powiesić pod sufitem w swoich kajdanach- jak dla mnie powinien za to iść do Azkabanu, no ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Dziś kazał mi uprzątnąć w schowku na miotły, co nie byłoby takie najgorsze gdybym nie musiał przy tym użerać się ze stadami pająków. Skończyłem dopiero w porze obiadu, a że wszyscy powinni już być w WS zacząłem schodzić po schodach. Zrobiłem to trochę nieostrożnie przez co potknąłem się o coś i rozpocząłem spadanie mniej-więcej w połowie schodów. Już byłem przygotowany na bardzo twarde lądowanie na podłodze w holu kiedy nagle znikąd otoczyły mnie czyjeś muskularne ramiona.

Zacząłem się rozglądać i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czarne rozczochrane włosy i piękne szmaragdowe tęczówki... No tak z moim szczęściem uratować musiał mnie Harry.
- Nic ci nie jest?- zapytał z...troską (?).
- N-nie - odpowiedziałem z wielkim rumieńcem na twarzy. Kuźwa dlaczego on tak na mnie działa?
- To dobrze - powiedział i poczułem jak odstawia mnie na ziemię, odwijając swoje ramiona z mojej talii.

Nagle odwrócił się i odszedł dość szybkim krokiem do swojego stołu w WS. Ja natomiast stałem tam oniemiały i wpatrywałem się w miejsce, do którego oddalił się mój bohater. Tak bohater, bo Harry James Potter jest moim bohaterem, ponieważ uratował mój zgrabny, cudowny i w ogóle zajebisty tyłek przed upadkiem. I za to go kurwa kocham! 

* czyt. A propo

*******************
Hej ziomeczki!
Daję wam drugi rozdzialik. Pozdro!!!
Jula xx


środa, 14 października 2015

A, jak akceptacja

Pierwszy września. Odnowiona Wielka Sala.Tłum uczniów. Draco Malfoy powtarzający jak mantrę słowa "To niemożliwe!" i Harry Potter, który właśnie rozmawia z przyjaciółmi, ale zacznijmy od początku.
Po wojnie Hogwart został odbudowany z ruin. Profesor McGonagall została dyrektorem Szkoły Magii i Czarodziejstwa, a profesor Snape (nikt nie wie jakim cudem przeżył, ale wszyscy sądzą, że po prostu miał romans z Voldziem, który to na szybko go wskrzesił) jej zastępcą. Harry wraz z Ronem i Hermioną wrócili na siódmy rok nauki w Hogwarcie, podobnie zresztą jak Draco, gdzie będą się uczyć z rocznikiem Ginny nie niepokojeni przez Czarnego Pana.
1 września wszyscy uczniowie tej magicznej szkoły już przed jedenastą czekali na peronie 9 i 3/4 na odjazd czerwonej lokomotywy. wśród nich był blond włosy arystokrata, patrzący na wszystko i wszystkich z pogardą wypisaną w oczach.
Draco właśnie wsiadł do pociągu i wyruszył na poszukiwanie wolnego przedziału. Miał nadzieję, że znajdzie miejsce, gdzie będzie mógł samotnie przesiedzieć podróż do więzienia zwanego szkołą. Po kilkunastu minutach znalazł przedział, w którym znajdowało się trzech pierwszoroczniaków, ale wykurzył ich słowami: "Spieprzać bachory, bo oberwiecie pierdolonym Crucio!!!". Chłopak od kilku tygodni wiecznie chodził wkurzony, a stał się taki po tym , jak jego pożal się Boże, kochany ojczulek zmusił go do powrotu na siódmy rok nauki, grożąc odcięciem pieniędzy na fryzjera i cotygodniowy salon SPA. Tak więc chcąc, nie chcąc musiał wyjechać.
Zasłonił już wszystkie zasłony w przedziale i układał się właśnie do snu (bo kto budzi arystokratę przed 10 tylko po to, żeby zdążyć na jakiś chory pociąg), gdy nagle drzwi jego przedziału rozsunęły się, a stanął w nich nie kto inny jak Pieprzony-Chłopiec-Który-Przeżył i jego banda.Wtedy ta szlama Granger powiedziała:
- Chłopaki, patrzcie tu są jeszcze miejsca.
I nie zważając na protesty oraz oburzoną minę Ślizgona usiadła na przeciw niego zaraz obok swojego BFF Ronusia. Harry tymczasem zajął miejsce obok Dracona. Jak na gust blondwłosego stanowczo zbyt blisko, chociaż dla niego idealne miejsce dla Bliznowatego znajdowało się za oknem.
Po jakiejś godzinie podróży i po miliardowym westchnięciu Smoka, Granger zdecydowała się opuścić przedział, a Rudy podążył za nią jak pies. Kilka chwil później pociągiem szarpnęło i Harry czy tego chciał, czy nie wylądował na Draconie w dość dwuznacznej pozycji, dotykając dodatkowo dłonią pewnej części ciała Blondyna. Ciało chłopaka zareagowało natychmiastowo w dość niepożądany  przez właściciela sposób. Brunet natychmiastowo od niego odskoczył. Wszyscy wiedzieli, że Harry był w stu procentach hetero. Draco tymczasem nie wiedział co myśleć. Zawsze uważał siebie za osobę hetero, ewentualne bi, bo zdarzało mu się, że podrywał facetów w klubie, czy nawet poprzednich latach w szkole, ale nigdy nie stawał mu na widok, czy przypadkowy dotyk Potter'a. Przecież to jest pieprzony obrońca szlam, a do tego to przez niego prawie zginął jego ukochany wujaszek Sev, kiedy próbował na jego korzyść szpiegował Czarnego Pana.
Po tym incydencie Harry umilkł i nawet nie rozmawiał ze swoimi znajomymi, którzy wrócili już do przedziału, a Smok siedział skulony w kącie, próbując ukryć wystającą ze spodni erekcję i rozmyślał jak to się kurwa mogło stać. Wiedział także, że będzie musiał wytrzymać ze swoim problemem dość długo, jednakże jego kochany chrzestny,Książę Półkrwi będąc w szkole wymyślił bardzo przydatne zaklęcie, którego nauczał Ślizgonów, gdy ci byli na czwartym roku. Zaklęcie to miało na celu ukrycie "problemu" na jakiś czas. Snape wiedział co siedzi w tych młodych głowach, więc wolał pomóc swoim podopiecznym, niż potem użerać się z jakimś nauczycielem, który to poinformowałby go o uczniach robiących nieprzyzwoite rzeczy w jego klasie.
Po wielu godzinach podróży, które dla Draco były jak wieczność, pociąg zatrzymał się w Hogsmeade. Ślizgon nie spieszył się, więc zabrał się dopiero ostatnim powozem i ku jego uciesze jechał nim sam. Wtedy też zaczął dogłębnie rozmyślać nad zdarzeniem w pociągu. Myślał tak i myślał, lecz na niewiele się to zdało. Nie pomogło mu to, a chłopak stwierdził, że chyba mu nawet zaszkodziło.
W pewnym momencie powóz zatrzymał się i blondyn był zmuszony wysiąść. Stanął koło drzwi prowadzących do Wielkiej Sali. Cieszył się, że zaklęcie Severusa działa...
Nagle tuż obok niego przeszedł Potter i nieświadomie dotknął Draco. Smok odskoczył jak oparzony, ale nikt nie zwrócił na niego większej uwagi. Spojrzał w dół  i ku jego zdziwieniu zaklęcie Księcia przestało działać, a to się nigdy nie zdarzało, nigdy, NIGDY.
N.I.G.D.Y.
I w tym właśnie momencie platynowłosy znalał sobie nowe motto życiowe, brzmiące: "To niemożliwe".
Chłopak próbował sobie wmówić sobie, że to nic takiego, że tak się zdarza, ale wiedział iż są to tylko puste kłamstwa. Wiedział także, że powinien się z tym pogodzić, że z czasem zapomni. Postanowił iż od tej pory będzie unikał Pottera, jego przyjaciół i całego domu Godryka.
Draco był na tyle inteligentny, że wiedział iż pogodzenie się z tym, pogodzenie się ze sobą to akceptacja, ale wiedział też, że jeszcze nie jest na to gotowy. Z takimi myślami wszedł do mWielkiej Sali, uprzednio odnawiając zaklęcie.
*******************
Witam
Mam zaszczyt przedstawić państwu pierwszy rozdział! Także ten mam nadzieję, że się podoba.
Jula xx


Witajcie!

Cześć.
Zamierzam publikować tutaj historię, którą znaleźć można także na wattpad.com. Rozdziały będą się pojawiały jako pierwsze na wattpadzie, a tutaj albo następnego dnia, albo tego samego dnia tylko trochę później. Zapraszam do czytania tutaj tak samo gorąco jak na wattpadzie. Tak więc miłego czytania i biorę się za pierwszy rozdział.
Pozdrawiam Jula xx

Kontakt ze mną jako autorem:
Mail: jula.rogo@gmail.com
Twitter: https://twitter.com/JulaRogo