poniedziałek, 28 grudnia 2015

Regulamin promptów

Więc tak, jeśli ktoś jest zainteresowany promptami mojego autorstwa to oto kilka zasad ich składania:
1. Pomysły mogą być AU, ale nie muszą.
2. Składać należy do mnie na mail jula.rogo@gmail.com, ewentualnie w komentarzach

3. Nie mam ograniczeń jeśli chodzi o style (fluff, angst, smut, itd.)
4. W tym poście będę informować czy "skrzynka" na pomysły jest otwarta.
5. Pamiętajcie, że nie ma złych pomysłów.
6. Długość oczekiwania na prompta będzie się wahać od ok. tygodnia do dwóch :) Ale jeśli się uda będę próbować jak najszybciej
SKRZYNKA OTWARTA
Mam nadzieję, że was nie zawiodę
Pozdro Jula xx

H, jak historie

Obudziłem się w skrzydle szpitalnym, na łóżku obok leżał prawdopodobnie Harry. Nie widziałem go, kotary były zasłonięte.... oh fuck... to nie wróży nic dobrego. Szybko zacząłem przeszukiwać umysł w poszukiwaniu więzi... nic... nic... O! Jest, czyli żyje. Jednak zasłony wciąż są dla mnie dość niepokojącym i niepożądanym obiektem.
Spróbowałem się podnieść, gdy zorientowałem się, że nie czuję własnych kończyn (jeśli coś stało się z moimi idealnymi nogami lub umięśnionymi ramionami to Severus zapłaci, słono).
Okay, wraca mi czucie więc czas na małą podróż do łóżka Hazzy (znalazłem to zdrobnienie w fanfiction...wbrew pozorom One Direction to czarodziejski zespół). Wstałem sprawdzając uprzednio czy nikt na mnie nie patrzy, a co najważniejsze czy nikogo nie ma w pomieszczeniu. Spojrzałem na ogromne okno wychodzące na Błonia i zdałem sobie sprawę, że musi być coś koło północy. Szybkie spojrzenie na zegar potwierdziło moje przypuszczenia.
Poczłapałem w kierunku łóżka ukochanego i drżącymi rękami odsunąłem materiał. Był nieprzytomny. Górną część piżamy miał zdjętą, a połowę jego umięśnionego brzucha zakrywał lekko zaróżowiony bandaż. Krew. Usiadłem na krawędzi jego posłania i złożyłem czuły pocałunek na jego skroni, zanim ułożyłem się delikatnie obok.
Nagle poczułem wielką ochotę opowiedzieć mu o swoim życiu, które zamiast być idealnym było chujowe. Coś kazało mi to zrobić, ta sama moc, która pomogła mi zabić demona... Ten argument przeważył. Zacząłem więc opowieść.
- Hej, Harry, Hazz... mogę tak mówić, prawda? Wiesz jak wyglądało wychowanie dzieci w starożytnej Sparcie? Dobra, wiem głupie pytanie... pewnie wiesz, pewnie musiałeś się tego uczyć w mugolskiej szkole. Wracając... Ja... Ja chciałbym opowiedzieć Ci coś bardzo ważnego, po prostu myślę, że tak trzeba i... i oto właśnie moja historia... Przez pierwsze lata życia mieszkałem z matką, ona dawała mi miłość, pokazywała różnice między dobrem i złem... w tamtym okresie ojca widziałem może kilka razy w ciągu roku, ale on nagle pojawił się kilka dni po moich 7 urodzinach i wtedy... - zatrzymałem się na chwilę przypominając sobie tamten straszny dzień i ku mojemu zdziwieniu palec Harry'ego poruszył się... czyli moje gadanie coś daje. - wtedy on uderzył mnie pierwszy raz, matce powiedział tu cytat: " Miałaś swój czas, teraz moja kolej! Spierdalaj!". Bałem się, miałem siedem i byłem przyzwyczajony do dobrego traktowania. Dopóki nie poszedłem do Hogwartu to znaczy przez cztery lata miałem wpajane, że Czarny Pan jest dobry, że czystość krwi jest ważna, że wszystko można załatwić kasą albo przemocą. Każdej z tych zasad byłem uczony w iście spartańskich warunkach. Ojciec mnie bił i poniżał przy każdej okazji. Po moim pierwszym roku to się uspokoiło. Jest to zasługa Severusa, wiesz?
Ledwo skończyłem i już miałem zacząć ocierać łzy, które mimo wszystko wpływały z moich oczu, gdy poczułem ciepłą dłoń na policzku... Harry...
- Teraz już wiem - odpowiedział słabym i cichym szeptem.
- O Merlinie! Ty żyjesz... Ja... - rozpłakałem się bardziej ostrożnie go przytulając. - Kochanie, proszę, nie opuszczaj mnie... - błagałem, a w międzyczasie zaciągałem się jego zapachem.
- Dobrze, spokojnie. Draco?
- Tak?
- Ja też chciałbym opowiedzieć Ci moją historię... i odpowiadając na pytanie: Tak, słyszałem wszystko, ale Kotku teraz już jest dobrze mamy siebie, tak?
- Tak mamy siebie - potwierdziłem. - Chciałbym usłyszeć twoją historię, ale jesteś jeszcze słaby, może spróbuj mi to przekazać więzią? - zapytałem.
Poczułem, że zaczynam oglądać wspomnienia Harry'ego. Najpierw zielone światło i krzyk kobiety - Lily... następne to mały, może trzyletni chłopczyk w za dużych ubraniach stoi przy ogromnym piekarniku i coś gotuje, w tle słychać okrzyki, że ma się pospieszyć, bo inaczej popamięta... Tu wspomnienia się urywają. Znów widzę ciemne pomieszczenie. Słyszę szloch chłopaka obok i czuję jak wstrząsają nim dreszcze.
- Shhhh... Kochanie, Hazz jestem tu, jesteś bezpieczny.
Powoli się uspokaja, po chwili słyszę jego miarowy oddech - zasnął. Nie wiem co jeszcze przeżywał u tych... tfu... mugoli... nie powinni tak traktować małego dziecka. Dowiem się, wcześniej lub później wszystkiego co mu zrobili. Sprawię, że przeproszą Harry'ego i będą błagać na kolanach o wybaczenie. 
Mimo, że poznałem tylko niewielki fragment jego wspomnień to takie było jego życie,  tak samo jak moje... nie mieliśmy na nic wpływu, ale to są właśnie nasze historie .
Broken boy meets broken boy.*
************
* zmieniony przeze mnie wers piosenki 5SoS "Safety pin"
************
Hej, hej, hej!
Rozdział krótki, bo pisany na telefonie, ale nie mogłam się powstrzymać przed napisaniem go. Za błędy bardzo przepraszam. Inspiracja to wyżej wymieniona piosenka.
Pozdro Jula xx 

G, jak GAME OVER

Minęło kilka dni, a związek mój i Harry'ego był tematem wielu plotek. Ślizgonki załamywały się, bo ich cudowny, czystokrwisty, przyszły mąż (patrz JA) jest gejem i to w dodatku zajętym. Reszta lasek płakała, bo Wybawiciel tego świata jest gejem i nie będzie ojcem ich dzieci. Najgorsze jednak były groźby tych dwóch wariatek. Ciekawi o kim mówię??
Hmmm.... pomyślmy....
Jedna gryfonka, jebnięta i ruda.
Druga ślizgonka, jebnięta i ciemna.
Domyślacie się już, prawda? Chodzi oczywiście o Ginny W. oraz Pansy P. . 
Ta pierwsza najpierw tylko mi groziła, ale kiedy dodała mi jakiegoś gówna do jedzenia i to Harry'emu zrobiło się niedobrze (wiecie, skutek uboczny eliksiru)to troszkę mnie poniosło i transmutowałem jej rude kudły w węże. (Tak bardzo żałuję, że nie jadowite.) 
Z kolei ta druga idiotka od razu przeszła do rękoczynów. Po tym jak eliksir po pełnych 72 godzinach przestał działać (no przynajmniej w pewnym stopniu, ale o tym później) Harry chciał pójść do biblioteki, aby nadrobić zaległości (nie było nas na lekcjach przez 3 dni). On poszedł tam zaraz po obiedzie, a ja miałem dołączyć do niego później. Parkinson kazała jakimś osiłkom zaciągnąć Gryfiaka do pustej klasy, a potem sama się Nim "zajęła". 
Skutkiem eliksiru, który pozostał po rozdzieleniu jest telepatia - czytanie w myślach, ale nie tylko. Potrafimy wzajemnie przekazywać sobie uczucia oraz odczucia.
Kończyłem już obiad i strasznie cieszyłem się na wspólną naukę z Gryfonem, ale kiedy poprzez więź otrzymałem dość niepokojące sygnały (wyczuwałem tam strach i coś na kształt wołania o pomoc). Powiadomiłem szybko Godryka, żeby chociaż ktoś wiedział co się dzieje, a sam dałem się prowadzić intuicji. Po kilku dłużących się minutach odnalazłem mojego chłopaka(mój chłopak, jak pięknie to brzmi) w nieużywanej sali. Widok, który tam zastałem zmroził mi krew w żyłach. Ta chora psychicznie dziewczyna stała nad moim małym Gryfiakiem z nożem, z jego brzucha wypływała krew. Czułem, że ten widok będzie mnie często nawiedzać... Zanim jego oprawczyni zorientowała się, iż za nią stoję, rzuciłem niewerbalną drętwotę i podbiegłem do Harry'ego. 
Porwałem go w ramiona uważając oczywiście na ranę, która swoją drogą wyglądała okropnie. "Nie mogę Go stracić, nie teraz... Dlaczego ON??" Te słowa wyryły mi się w pamięci niczym wypalone rozgrzanym żelazem. Tuląc Gryfona do piersi wylewałem morze łez... Nagle oprzytomniałem na tyle, że zacząłem rzucać zaklęcia uzdrawiające wszelkiej maści, ale jak na złość nic nie mogło (a może nie chciało) mu pomóc. Czułem coraz słabszy puls i mniej równomierne bicie serca, widziałem jego zamglone oczy i delikatnie poruszające się  popękane, malinowe wargi. Widziałem jak uchodzi z niego życie. Ostatni raz pocałowałem jego blade czoło, spojrzałem w niebo, a wtedy...
~~ Harry ~~
Ostatnie spotkanie z Draco, naszymi przodkami i tym Nietoperzem z lochów to było zbyt wiele rewelacji. Po pierwsze zostałem "opętany"; po drugie mam chłopaka; po trzecie Draco chyba nie ogarnia FB; po czwarte ktoś mnie kocha... To w sumie tak w skrócie. 
Teraz, po kilku dniach, kiedy odwracalne skutki eliksiru puściły zmierzałem ku bibliotece, a za jakieś dwadzieścia minut miał dołączyć do mnie mój chłopak. Nagle poczułem jak czyjeś ręce ciągną mnie w stronę jakiś drzwi. Następne co pamiętam to cios w głowę. Ocknąłem się po kilku minutach i natychmiast wysłałem krótki ostrzegawczy sygnał do Draco. Siedziałem pod ścianą a mój "porywacz" z pewnością już się ulotnił. W pewnym momencie cienia wyłoniła się ślizgonka o twarzy mopsa - no tak Pansy... pewnie zapłaciła jakiemuś osiłkowi, tylko czego ona chce??? Zapytałem ją o to, a ona zaśmiała się jak wariatka, ale czego mogłem się spodziewać. Pewnie wyrzuci z siebie to co ją gryzie i da mi spokój... tsaaa przekonałem się, że tak to mogłoby być w marzeniach. Zauważyłem pewien srebrny ostry przedmiot w jej rękach, a biorąc pod uwagę moje związane kończyny to nie wróżyło nic dobrego.
Zaśmiała się po raz kolejny i podeszła do mnie, ukucnęła i przystawiła nóż do mojego brzucha. Przekazałem moje "zaniepokojenie" Draco... chciałem, żeby tu był. Tak skupiłem się na więzi, że nie zauważyłem, kiedy mnie dźgnęła, dopiero zimno metalu przeciąganego po mojej skórze przywrócił mnie do rzeczywistości. Nie próbowałem z nią rozmawiać i tak nic by to nie zmieniło, zamiast tego po prostu czekałem na cud, że może się opamięta i wezwie pomoc, cokolwiek. Miałem przymknięte oczy kiedy zobaczyłem blond anioła wchodzącego cicho przez drzwi. Miał uniesioną w górę różdżkę, a już po chwili mój kat leżał z boku, nieprzytomny. Anioł podbiegł i przytulił mnie do siebie. Chciałem mu powiedzieć, że nie powinien mnie przytulać, bo czemu miałby brudzić sobie taką ładną białą koszulę moją krwią? Jednak nie byłem w stanie nic powiedzieć, czułem, że jestem coraz słabszy. Spojrzałem w górę i zobaczyłem te piękne szare tęczówki, które wylewały przezroczyste łzy... Anioły nie powinny płakać, prawda? Dlaczego ON płacze?? To pewnie moja wi...
Nagle Blondyn wyrwał się z letargu i zaczął rzucać dziesiątki zaklęć. On chce mnie ocalić - pojawiła się w mojej głowie powolna myśl, jednak na nic się to nie zdało. Po wielu próbach poczułem mokre od łez wargi na swoim czole i łaskoczące mnie w policzki kosmyki platynowych włosów. Anioł uniósł głowę w górę i spojrzał na jedną ze ścian jego spojrzenie zamarło, a w oczach czaiły się złowrogie ogniki. Ostatnie co pamiętam to ciepłe silne ramiona wokół moich barków i to dziwne poczucie bezpieczeństwa, a więc tak wygląda śmierć...
~~ Draco ~~
... a wtedy z cienia wyłonił się inkub,były puchon, zmora mojego Harry'ego, Cedrik Diggory, we własnej osobie. Poczułem, jak ciało Gryfona wiotczeje w moich ramionach, a jego głowa opada na moje ramię. 
- Pansy się spisała, to głupia dziewucha, ale przydatna... Potter nie żyje. Moje czary przestały działać po pocałunku prawdziwej miłości, więc trzeba go zniszczyć... No cóż... Trochę szkoda, ale będzie jeszcze wielu takich.
Kiedy tylko to usłyszałem, poczułem jak krew we mnie buzuje, a moja ręka sama rwie się po różdżkę. Moje żyły wypełniły się jakąś dziwną mocą, mogłem poczuć jej smak, zapach oraz zobaczyć jej kolor. Była czerwona. Jak krew Harry'ego... 
Skoczyłem do przodu, a z moich ust samoczynnie potoczyły się słowa: "Zamknij ryj. Harry jest jedyny na całym świecie. Powinieneś zginąć w trakcie Turnieju. Jesteś nic nie wartą kreaturą. GAME OVER!"
Przez moją rękę popłynęła moc, dotarła do różdżki i... nigdy nie czułem się tak magiczny, ani tak silny... Cedrik padł.
Upewniłem się jeszcze czy ta szmata się nie budzi i padłem na kolana koło nieprzytomnego Harry'ego. Ponownie zgarnąłem go w ramiona, a z mojej piersi wydobył się szloch. Nie wiem ile siedziałem przytulając go do siebie. Nagle drzwi od sali się otworzyły, nie spojrzałem kto przyszedł. To mógłby być mój ojciec, albo sam Dumbledore... miałem to w dupie. Muszę go uratować...
Poczułem jak jakieś ręce starają się odsunąć mnie od niego. Ziemista cera, długie smukłe palce, no tak Severus.
- Pomóż mu proszę, Sev! - zacząłem błagać. - On nie może umrzeć, ja go potrzebuję!!!
- Odsuń się głupi dzieciaku.
W głowie utrwaliło mi się tylko chłodne spojrzenie Severusa, potem film mi się urwał...
****************
Hej!
To znowu ja. Jeśli ktoś zauważył nawiązanie do "Zmierzchu" (książka), to bardzo dobrze, bo tak miało być. Mam nadzieję, że rozdział był spoko.
Mam ochotę na napisanie promptów. Z chęcią napiszę coś co podobałoby się wam. Pairingi, z którymi piszę to:
- HP (Drarry/Snarry/Tomarry)
- One Direction (wszystkie, dosłownie, włącznie z Zayn'em)
- 5 Seconds of Summer (wszystkie)
Pozdro Jula xx

wtorek, 10 listopada 2015

F, jak Facebook

Szedłem wraz z Harry'm, który co chwila pytał: "Malfoy, gdzie idziemy?" albo "Gdzie mnie ciągniesz? Draco!" i w ostateczności "Daleko jeszcze?". Na pytania nic mu nie odpowiadałem. Po prostu się bałem, tak? Im bliżej byliśmy zejścia do Komnaty, tym bardziej się stresowałem, przecież on mnie zabije.
Weszliśmy do łazienki Jęczącej Marty. Nagle poczułem, że Gryfiak zaczął się trząść. To nie było normalne.
- Hej Harry, wszystko okay? - zapytałem.
- Nie,... to znaczy tak, to... to znaczy, to przez tą łazienkę. No wiesz drugi rok...
Pamiętałem. Pamiętałem, aż za dobrze, to wtedy straciliśmy skrzata, ale to nie było najważniejsze. To wtedy Harry zabił Bazyliszka, ulubionego pupila Sly'a. Gryffindor siłą powstrzymał swojego partnera od zabicia Gryfona. (Taka jest wersja, którą mi przedstawił, ale sądzę, iż nie była to jakaś wielka siła fizyczna. Po prostu Gryf wie co Salazar lubi w łóżku ^^. Koniec tematu. Do widzenia, kropka.) Wracając. Najważniejsze było to, że Harry prawie tam zginął. Zatrzymałem się i przyciągnąłem go do siebie przez nasze złączone dłonie. Wolną ręką starłem łzy, które mimowolnie spłynęły po jego policzku. Czułem jak jego twarz robi się z lodowato zimnej trochę cieplejsza. Nie widziałem tego, gdyż cały czas miał spuszczoną w dół twarz. Kiedy zorientowałem się, iż nadal mam dłoń przy jego delikatnej skórze, natychmiast ja odsunąłem. I powiedziałem cicho:
- Chodź, obiecuję, nic Ci się nie stanie.
Ruszyłem w stronę umywalek, On chcąc, nie chcąc musiał ruszyć za mną. Wciąż czułem jak drży. Wypowiedziałem inkantację i już po chwili otworzyły się drzwi windy, takiej jak w mugolskich biurowcach.
Weszliśmy do środka, a po kilku chwilach winda zatrzymała się w "zielonym pokoju", jak zwykłem go nazywać. Drzwi się otworzyły i już mieliśmy wysiadać kiedy usłyszałem głos Harry'ego:
- Co tutaj robisz Godryku? I dlaczego jest tutaj ten tłustowłosy dupek?
- Hamuj... się... Potter - wysyczał Mistrz.
- Sev, proszę spokojnie - poprosiłem. - Musimy wszystko wyjaśnić Harry'emu, a wiesz, iż o niektórych sprawach wolałbym nie rozmawiać...
W tym momencie znacząco spojrzałem na czarnowłosego, który na szczęście nie wyłapał tego spojrzenia, ponieważ sam zajęty był wpatrywaniem się w swojego przodka, wzrokiem zagubionego w sklepie dziecka. Było mi go szkoda ( a mnie samego jeszcze bardziej no, bo heloł muszę mu dzisiaj wyznać miłość, tak?).
- Harry, Draco, usiądźcie... - zaczął Gryffindor.
- Co ja tutaj robię? Czego wy wszyscy ode mnie chcecie? - jego pytaniom nie było końca, a każde było wypowiadane z coraz większą dozą agresji.
- Chyba się zaczęło... - wyszeptał Salazar i uprzedzając moje pytanie, powiedział - Przeczytaliśmy dziś z Godrykiem kilka interesujących książek o inkubach i... i tam było napisane, że właśnie agresją mogą się objawiać rzucone na ofiarę zaklęcia tych istot.
- Czy można to jakoś zatrzymać lub wyeliminować? - zapytał chłodno Severus.
Przodkowie coś mu odpowiedzieli, jednak ja nie słyszałem ich słów. Wewnętrznie rozpadałem się na kawałki, a zewnętrznie sam nie wiem, jak wyglądałem, ale chyba pierwszy raz w życiu nie interesowałem się własnym wyglądem i samym sobą. Severus gdzieś wyszedł, nawet nie wiem kiedy... Zbyt mocno pragnąłem obudzić się z właśnie przeżywanego koszmaru. Miłość mojego życia pod wpływem uroków jakiegoś pierdolonego demona! Dlaczego to zawsze, kurwa ja mam najgorzej?
Zacząłem szlochać, podczas gdy czarnowłosy w kolejnym napadzie złości szarpał moją ręką. Byłem bezsilny. Najlepiej jakbym właśnie teraz umarł. Przestałem kontaktować, byłem obecny ciałem, ale duszą byłem pogrążony w marzeniach, w marzeniach byłem z Harry'm. Biegaliśmy nago po łące, po cudownym seksie. Razem. Szczęśliwi. Bez problemów.
Świadomość przywróciło mi pieczenie na policzku. Jednak to nie mnie uderzono. Przez dosłownie ułamek sekundy widziałem poszarzałą dłoń na twarzy mojego ukochanego... Wrócił Severus... Syknąłem z bólu, a uwaga wszystkich, wraz z Harry'm zwrócona była w moją stronę.
- Poczułem twoje uderzenie Sev - wyjaśniłem.
- Ale ja Cię nie uderzyłem - zaoponował Książę.
- Mówię, o tym jak uderzyłeś Harry'ego... Ja... Ja to poczułem...
- To pewnie skutek uboczny eliksiru. To by wiele wyjaśniało...
Nie byłem w stanie usłyszeć więcej, gdyż Snape oddalił się i zaczął mamrotać coś pod nosem. Tymczasem Harry, jak gdyby nigdy nic rozpoczął rozmowę z Gryffindor'em, który przytulał się właśnie z Salazarem. Ja, czy tego chciałem, czy nie musiałem stać z nimi, gdy nagle Gryf zaczął opowiadać swojemu potomkowi, dlaczego wszyscy dziś się tutaj spotkaliśmy, a kiedy przeszedł do tematów związanych z tym... tfu... byłym puchonem. Poczułem jak moje własne ciało spina się, a ciało mojego partnera przechodzi dreszcz. Za chwilę będę musiał Mu powiedzieć. Za chwilę będzie prawdopodobnie najgorsza chwila mojego życia. Za chwilę moja miłość mnie znienawidzi.
Nadszedł ten moment. Zacząłem swoją opowieść od tamtego pamiętnego poranka, przeszedłem do sytuacji na błoniach i tego jak dowiedzieliśmy się kim jest Cedrik. Zakończyłem swoją opowieść z płaczem słowami:
- Wiem, że teraz znienawidzisz mnie bardziej niż zwykle, ale muszę to zrobić... Ja... Jasiehypakoam - wyszeptałem jakimś nie zrozumiałym dla nikogo bełkotem.
- Powtórz, proszę - powiedział Harry, a widząc mój opór dodał. - Powoli Draco.
- Ja... Chyba... Cię... Kocham - wydusiłem w końcu i spuściłem głowę.
Harry podniósł ją palcami wolnej ręki i wyszeptał do mojego ucha:
- Ja też Cię Kocham.
Nie wytrzymałem i rozpłakałem się, zupełnie jak małe dziecko, bo jedno z moich pragnień się spełniło. Jedyne co pamiętam to tylko ciepłe usta Harry'ego na moich zimnych wargach oraz najbardziej niesamowity pocałunek w moim życiu.
Po kilku chwilach, kiedy obaj już trochę ochłonęliśmy, zdobyłem się na kolejny odważny krok z mojej strony.
- Harry?
- Tak?
- Zostaniesz moim... chło-chłopakiem? - zająknąłem się.
Harry tylko zapiszczał jak mała dziewczynka, co chyba miało oznaczać zgodę. Pierwszy raz od wielu dni czułem się prawdziwie szczęśliwy. Tylko Gryfiak w pewnym momencie zapytał, czy może ustawić sobie status w związku na fejsbuku, zgodziłem się. Tylko co to do cholery ten fejsbuk???
************
Hej Dzieci, jeśli chcecie.... #SMERFY
Także ten, witam pod nowym rozdziałem, mam nadzieję, że się podobało. W czwartek mam zawody i w sumie moja drużyna ma jakąś tam szansę na zwycięstwo, więc trzymać kciuki, bo jak nie to was znajdę...i... i nie dam wam rozdziału :P
Pozdro! Jula xx

sobota, 7 listopada 2015

E, jak eliksir

Z tego, co dość dobitnie wyjaśnił mi Severus, opuściłem trzy dni nauki szkolnej, a po Hogwarcie już zaczęła się szerzyć plotka o moim zniknięciu lub co gorsza porwaniu.Na normalne zajęcia wróciłem w czwartek. Zjadłem śniadanie, udając, że nie widzę tych "ukradkowych" spojrzeń całej szkoły. Zaraz po śniadaniu musiałem udać się do dormitorium mojego i Harry'ego. Z tego co mówił mi Godryk ten już wie, iż jest jego dziedzicem, jednakże nie dowiadywał się od swojego potomka jeszcze niczego na temat Diggory'ego.
Zanim wszedłem do naszych (czy to nie brzmi cudownie?) komnat wstrzymałem oddech. Leżał na sofie, wyglądał jak półbóg (bo bogiem jestem tylko ja!). Ręce miał założone za głowę, a jego koszulka podwinęła się delikatnie ku górze. Chyba zauważył, że mu się przyglądam, więc speszony odwróciłem wzrok, a on wyszedł na lekcje. Z mojej sypialni wziąłem książki i także udałem się na swoje lekcje. 
Najpierw zielarstwo, runy i obiad. Następnie podwójny OPCM. Próbowałem skupiać się na lekcji, no ale czego nauczy mnie ten przygłup? Tak więc po prostu przyglądałem się drzewom, stojącym na skraju Zakazanego Lasu. Nagle usłyszałem w głowie głos Godryka, który chciał się jak najszybciej spotkać w Komnacie Tajemnic. Stwierdziłem, iż wymknę się z tej nudneeeej lekcji, jeśli można tak nazwać to "coś".
Kiedy przybyłem do Komnaty, znalazłem Sly'a chodzącego wkoło, tak jakby coś go martwiło i Gryfa, który próbował go uspokoić.
- Prosiłeś o szybkie spotkanie. Co się stało? - zapytałem Lwa.
- Wiemy jak został ożywiony Diggory i... I czym się stał - odpowiedział za niego mój przodek po krótkiej chwili milczenia.
- Jak to "czym"?!? - po raz kolejny zapytałem duchy, tym razem z obawą wyczuwalną w moim głosie.
- To byli śmierciożercy, którzy nie pogodzili się z upadkiem Voldi'ego - powiedział jeden z nich ( nie pamiętam który ) pomijając moje pytanie.... Choć może nie do końca... - Były puchon to teraz demon, znany jako INKUB.
Znałem te demony dość dobrze z książek, które czytałem. Jednak zawsze wydawało mi się, iż te stworzenia polują tylko na kobiety* , a to nie zgadzało się z wydarzeniami na błoniach. Podzieliłem się więc moimi obawami z założycielami. Oni jednak uświadomili mi, że jestem w błędzie, a Harry w niebezpieczeństwie. Poprosiłem o wezwanie Severus'a, a sam zacząłem obmyślać taktykę, pt. "Jak do cholery uratować tego sexy Gryfiaka, który nie ma pojęcia o moich uczuciach?", czyli w skrócie JDCUTSGKNMPoMU?.
Kiedy Sev przyszedł, ustaliliśmy, że musimy uratować Harry'ego, a żeby tego dokonać musimy przeszukać połowę książek jakie kiedykolwiek napisano. Jednak nie mogę tego robić w trakcie lekcji, tak samo jak Książę. Najlepszym rozwiązaniem okazały się być wieczorne spotkania w każdy piątek i całodzienne w soboty. Duch dodatkowo miały w wolnym czasie przeszukiwać zamek i pytać inne duchy o inkuby.
Piątek zaczął się tak jak każdy normalny początek weekend'u, czyli szkołą, którą jako młody człowiek wprost ubóstwiam (znacie mnie, więc chyba czujecie sarkazm c' nie?). Zaczynam ten piękny dzień dwoma lekcjami, które serio kocham, ale... 
Niestety eliksiry mam wraz z Gryfonami, co oznacza: a) więcej bólu jak na Niego spojrzę, b) siedzenie z Nim w jednej ławce, oraz c) Jego obecność.
Przyszedłem do klasy eliksirów równo z nauczycielem i jak na skazanie udałem się na swoje miejsce. Severus rozpoczął lekcję krótkim wprowadzeniem na temat eliksiru, który będziemy dziś warzyć. Przepis był na tablicy, więc zabrałem się do pracy. Nie mogłem się jednak powstrzymać od (moim zdaniem ukradkowych) spojrzeń w stronę mojego "kolegi" z ławki. On jednak nie pozostawał mi dłużny i co chwila po prostu się na mnie gapił. Może zauważył moje wciąż czerwone oczy, a może zobaczył, że trochę schudłem. jak dla mnie najbardziej prawdopodobną opcją był blask mojej zajebistości, no ale o gustach się nie dyskutuje.
Przez to nasze całe wpatrywanie się w siebie, Harry źle dodał jakiś składnik, co wywołało mały wybuch. W całej swej łaskawości zawartość kociołka Gryfona ograniczyła zniszczenia tylko do naszego stolika. Błękitna maź pokryła mnie oraz czarnowłosego, no i nasze splecione dłonie ( w chwili wybuchu troszeczkę mnie poniosło i chwyciłem go za dłoń. To nic złego, prawda?) 
To co okazało się chwilę potem, było zarazem najgorszą i najlepszą rzeczą w moim życiu. Okazało się, iż skutkiem ubocznym tego niedokończonego eliksiru jest sklejanie dwóch rzeczy,  a w tym wypadku naszych rąk. Dobrą rzeczą jest to, że zostałem sklejony z Harry'm,  a złą,  że zostałem sklejony z Harry'm. Uprzedzając pytania: Nie, nie mam rozdwojenia jaźni.
Jak stwierdził potem Mistrz Eliksirów, nie ma odtrutki - trzeba czekać, aż zakończy się działanie tej mikstury. Do obiadu o wypadku na eliksirach wiedział tylko cały ostatni rocznik, a do końca dnia dowiedziała się połowa czarodziejskiego świata. Jak nic jutro ta informacja znajdzie się na pierwszej stronie Proroka, a ojciec przyśle mi sowę z wyjcem.
Najgorsze jest to, że dziś miał się odbyć pierwszy "wieczór czytelniczy". Skontaktowałem się telepatycznie z Gryffindor'em, który wykazał się wielką inteligencją i po prostu kazał mi przyprowadzić niczego nieświadomego Gryfiaka na spotkanie, gdzie ma zamiar powiedzieć mu o wszystkim. Wtedy też wyda się moja miłość do niego... I Harry znienawidzi mnie na zawsze!
A to wszystko sprawka jednego, głupiego eliksiru...

sobota, 31 października 2015

D, jak delfiny

Nie wiem ile czasu siedziałem w mojej samotni. Godzinę? Dwie? Dwadzieścia dwie? Nie wiem i w sumie niewiele mnie to obchodzi. Najgorsze jednak było to, że to właśnie tam myślałem o tym co się wydarzyło, tam gdzie były rysunki Jego (tak rysunki, no co? Czasem mi się nudzi tak?). Dlaczego On mi to zrobił??? Znaczy no wiem, nie wiedział o moim uczuciu do niego, ale to Go nie usprawiedliwia. Powinien się domyśleć czy coś. Najlepiej to by było żeby przyszedł do mnie i powiedział mi iż mnie kocha, a po tym wyznaniu poszlibyśmy do łóżka na jakieś dzikie seksy i... Stop! Co to kurna było? To się zaczyna robić chore. O Maj Gasz! Zachowuje się jak jakaś napalona nastolatka... Chociaż w sumie jestem napalony i jestem nastolatkiem... Muszę iść do Severusa. On mi pomoże. Tylko jak się do niego przedostać bez zwracania na siebie uwagi moim wyglądem... Już wiem.
-Salazarze, mógłbym Cię prosić na chwilkę?
-Witaj Draco. Czego chcesz i co się stało?
-Mógłbyś przyprowadzić tu Sev'a jednym z twoich tajnych przejść?
-No, nie wiem...
- Możesz po drodze wziąć ze sobą Godryka... No już, wiem, że tego chcesz- uniosłem znacząco brwi.
Ledwo to powiedziałem i już go nie było. Wiem co może przekonać mojego przodka, ale wy niekoniecznie... no chyba, że się domyślacie czyż nie? On i Godryk są uroczą parą, naprawdę, ale potrzebowali jakiś 800 lat, aby to zrozumieć. Jednak powiedziałem, żeby poszedł po Gryffindor'a nie tylko dlatego, lecz także po to, abym miał więcej osób, których mam się poradzić w sprawie Gryfiaka. Nie będę o to pytał mojego ojca, bo a) zabiłby mnie za bycie biseksualistą (gejem), b) zabiłby mnie za wybranka mojego serca, c) to mój ojciec.
Po kilkunastu minutach mój przodek powrócił w towarzystwie Godryka i Snape'a, z tym że założyciele byli przytuleni do siebie, a ten ostatni kroczył za nimi jak na skazanie. Kiedy jego nie było ja znów zacząłem płakać (ale tylko dlatego, że gdybym nie wyszedł wtedy na błonia to teraz w spokoju mógłbym dalej podkochiwać się w Gryfonie i nic nie wiedziałbym o Cedric'u).
Severus gdy tylko mnie zobaczył skulonego na wielkim łóżku podbiegł do mnie zgarniając w swoje umięśnione ramiona (trochę ćwiczył). Zacząłem głośniej szlochać w jego koszulkę, powtarzając wciąż, i wciąż jego imię. Mistrz eliksirów próbował mnie uspokoić na miliard różnych sposobów, ale kiedy one nie zadziałały, przywołał ze swojego gabinetu fiolkę eliksiru uspokajającego o smaku arbuzowym (mmm mój ulubiony). Podał mi trochę mikstury, abym ją wypił. zacząłem się uspokajać, a Godryk poprosił, żebym opowiedział co się stało. 
Opowiedziałem im wszystko od samego początku. Powiedziałem im o sytuacji w pociągu, i o dzisiejszym poranku i o... o sytuacji na błoniach.
Przez cały ten czas byłem przytulony do Sev'a i zastanawiałem się czemu to on nie mógł być moim ojcem. Wbrew pozorom był on bardzo czuły i opiekuńczy, i zawsze potrafił wysłuchać moich problemów, a następnie wspomóc radą.
Po zakończeniu przeze mnie opowieści Książę momentalnie podniósł się z posłania i udał się w stronę drzwi od komnaty. W ostatniej chwili zatrzymałem go słowami:
-Gdzie idziesz?-zapytałem cicho.
-Jak to gdzie? Idę wpierdolić temu gnojkowi i gówno mnie obchodzi, że jestem nauczycielem!-odparł. Czy mówiłem już że jest strasznie opiekuńczy? Jednakże...
-Nie, nie możesz to nie jego wina. Nie rób mu nic...nie...proszę...-kiedy to mówiłem poczułem jak moja dolna warga zaczyna drżeć, a w oczach zbierają się łzy.
-Shhh, Draco-mówiąc to podszedł do mnie.-Nie płacz, proszę. Nie płacz przez niego. On nie jest tego wart.
W tym momencie odezwał się Godryk, który przez cały czas spoczywał w ramionach Sly'a:
-Draco, porozmawiam z moim dziedzicem jeśli chcesz, albo po prostu dowiem się o co chodzi z tym Puchonem, dobrze? Tylko już nie płacz, bo Salazar strasznie się martwi i ma ochotę zabić każdego kto Cię zrani- mówiąc to uśmiechnął się szczerze, a ja poczułem się naprawdę bezpiecznie. Delikatnie odwzajemniłem ten gest.
-Dobrze, porozmawiaj z nim...ale nie mów mu co do niego czuję, obiecaj.
-Obiecuję. Słowo Godryka Gryffindora. 
Nagle usłyszałem jego głos w głowie: " Jeszcze będziesz szczęśliwy z moim dziedzicem. Wiesz historia lubi się powtarzać." 
- To co może jakiś film?- dodał już na głos.
- To dobry pomysł- powiedział Slytherin.
- Mo...Mogę wybrać film- spytałem.
- Oczywiście- odpowiedzieli zgodnie moi towarzysze.
Zbliżyłem się więc do mugolskiego, nowoczesnego telewizora i zacząłem poszukiwania kanału, który nadawałby program odpowiadający moim oczekiwaniom. po kilkunastu minutach (mieli serio dużo kanałów) znalazłem ciekawy program o zwierzętach. Odsunąłem się więc od odbiornika i udałem się w stronę łóżka na którym wygodnie leżeli już Severus oraz Sly w objęciach Lwa, ktory od czasu do czasu przeczesywał jego włosy palcami. Łóżko było tak duże, że spokojnie mógłby się tam zmieścić jeszcze słoń, o którym właśnie mówiono w telewizji.Seans przebiegał spokojnie do pewnego momentu.
Jakoś w połowie filmu zaczęto mówić o delfinach. Pokazano młode delfiny i samotne osobniki, kiedy nagle pokazano uśmiechającą się parkę. I właśnie wtedy moją głowę zaczęły nawiedzać czarne myśli. Patrząc tak na te zwierzęta uświadomiłem sobie iż nawet jakieś pierdolone delfiny są kurwa szczęśliwsze niż ja. Po moich bladych policzkach niekontrolowanie zaczęły spływać słone łzy, mocząc moją i tak już brudną, i wygniecioną koszulkę. 
W pewnym momencie w moją stronę odwrócił się Sev.
-Co się dzieje?- zapytał.
-Nic, tylko coś sobie uświadomiłem- odpowiedziałem ocierając czerwone od płaczu oczy. Czerwony kojarzy się z Nim, a to złe skojarzenie.
***********
To znowu ja. Tak więc oto czwarty rozdział. Jestem w trakcie pisania piątego na Wattpad, więc w przyszłym tygodniu pojawi się on tutaj.
Jula xx

C, jak Cedrik

Drugi tydzień szkoły zaczął się tak jak zwykle, to znaczy należy wybrać prefektów (uczniowie wybierają, ale jest to tylko jedna osoba z każdego domu). W poniedziałek po lekcjach wujaszek Sev urządził głosowanie i... Jak można było się spodziewać wygrałem ja. Wygrałem, ponieważ jestem piękny i cudowny, i kocham Harr... Chwila tego nie miałem mówić...
W Gryffindorze wybrali mojego [jeszcze nie(jeszcze)] Harry'ego, a Puchoni i Krukoni mnie nie interesują, bo... bo... bo tak. No dobra może kiedyś opowiem tę historię, ale nic nie obiecuję.
Wracając do tematu wylądowałem w nowym pokoju. Na szczęście lub nieszczęście wylądowałem tam z pewnym czarnowłosym chłopakiem z domu lwa. Na szczęście, bo będę mógł lepiej go poznać. Gorszą stroną tej sytuacji jest to iż mogę coś powiedzieć przez sen (tak mówię przez sen, masz coś do tego?). Czy mam się tego bać? Nie wiem. Dlaczego ostatnio mnie złapał? Nie wiem. Czy jest zadowolony z tego, że będzie ze mną mieszkał? Nie wiem. Czy Go kocham. Tak. I jest to jedyna rzecz, której jestem pewien... No może oprócz mojej zajebistości, ale... No wiecie.
Ten tydzień minął w miarę spokojnie. I następny też. I następny. Aż  nadszedł październik i wtedy się kurwa zaczęło. Początek niby niewinny, a jednak. 
Poniedziałek. Szósta rano. 
Obudziłem się tak wcześnie chyba pierwszy raz w życiu i to był największy błąd tegoż życia. Wszedłem do wspólnego salonu- mojego i Gryfiaka. I to co tam ujrzałem prawie zwaliło mnie z nóg. 
Harry...Bez koszulki...-nie mogę oddychać- Ćwiczy...Wygląda nieziemsko...
-O Salazarze - wymsknęło mi się, a On to usłyszał.
O Merlinie! No to, kurwa pięknie. Jestem udupiony. On teraz pomyśli, że jestem jakimś napaleńcem. Jaki ja jestem głupi...
Moje rozmyślania przerwało chrząknięcie. No tak musiałem wyglądać na trochę niedorozwiniętego, stojąc z otwartą buzią i gapiąc się na niego.
- Umm...Sorry...To ja już sobie pójdę... - wydukałem.
- Tak...Znaczy nie...Znaczy nie musisz - kiedy to mówił na jego twarzy wykwitł dorodny rumieniec. W sumie byłem zadowolony, że to ja Go do tego doprowadziłem. 
Jednak w tym właśnie momencie przypomniałem sobie co zaszło, co się stało i...I uciekłem. Po prostu stchórzyłem. Jak jakiś słaby Puchon. Biegłem sam nie wiem dokąd. Zatrzymałem się dopiero w łazience dla dziewczyn. No wiecie tej z Komnatą Tajemnic, która była moim celem. 
Uprzedzając wasze pełne uwielbienia i zachwytu pytania. Tak Ja cudowny, inteligentny, nieziemsko przystojny Draco Malfoy jestem dziedzicem Salazara Slytherina i mogę otwierać Komnatę Tajemnic. Harry także potrafi to uczynić, jednak On nie zna wszystkich jej zakamarków, gdyż nie jest prawowitym dziedzicem.
Wracając. Zjechałem do komnaty windą (tak, tak tez można) i udałem się do pracowni mojego przodka. Tam usiadłem przy biurku, wyjąłem kartkę i ołówek, i zacząłem szkicować z pamięci mój cud, takim jak Go widziałem rano. Bez koszulki, ćwiczącego. 
Skończyłem rysunek po kilku godzinach i wyszedłem z Komnaty. Udałem się do Wielkiej Sali na obiad i usiadłem przy stole mojego domu. Byłem bardzo głodny, co chyba było zrozumiałe, biorąc pod uwagę to, że nie jadłem śniadania.
Po posiłku poszedłem do dormitorium prefektów, ale nie zastałem tam Harry'ego. Nudziłem się tam sam przez jakąś godzinę. W końcu postanowiłem wyjść na błonia trochę się przewietrzyć i pomyśleć nad moim życiem. Ubrałem płaszcz, bo zaczynało robić się chłodno i opuściłem zamek.
Przechadzałem się po błoniach i rozmyślałem nad wszystkim, co się wydarzyło od dzisiejszego ranka. Nagle w oddali zobaczyłem postać, która bardzo przypominała Harry'ego. Stał on obok jakiegoś wysokiego chłopaka, którego skądś kojarzyłem, ale nie potrafiłem sobie przypomnieć kim był, ani w jakich okolicznościach spotkałem go wcześniej. 
Wiem, że nie powinienem był robić tego, co zrobiłem, no ale jak to ja musiałem popełnić drugi błąd mego życia tego samego dnia co poprzedni. Podszedłem bliżej postaci i miałem już pewność iż jednym z nich był mój Gryfiak, a... A drugim... I właśnie wtedy go rozpoznałe... To... To był Cedric... Cedric Diggory, ale...ale on przecież umarł... Na moim czwartym roku, w turnieju Trójmagicznym... I nagle wszystkie wspomnienia wróciły...
Cedric był moim pierwszym zauroczeniem. Był przystojny, męski i... i co najważniejsze Ja byłem nim oczarowany, a on mnie kochał. I wtedy... i wtedy on umarł... Zostawił mnie z... z krwawiącą raną zamiast serca. Tak Draco Malfoy potrafi kochać. To właśnie wtedy znienawidziłem wszystkich Puchonów. Nie żebym wcześniej ich wielbił tylko... tylko... No sami rozumiecie. Ale teraz wyglądał inaczej, jeśli jakiś zabłąkany promień słońca padł na skórę Ced'a on... jego skóra zaczynała błyszczeć i to było dziwnie piękne. Jednakże wtedy zrozumiałem, że moje uczucia do niego kompletnie wygasły.
Po kilku minutach ich rozmowy moje byłe zauroczenie i mój obecny crush pocałowali się. Na moich oczach, a moje serce znów zostało rozerwane. Rzucone na ziemię. Podeptane. I spalone. Nie mogłem na to patrzeć. Wybuchnąłem niekontrolowanym płaczem i uciekłem mijając ich, i zupełnie nie przejmując się tym iż mnie zobaczyli. Wbiegłem do zamku i szybkim krokiem udałem się do mojej samotni. Musiałem pobyć sam.
****************
Witam! Witam!
Trzeci rozdział jest i mam nadzieję, że się podoba. Do następnego
Jula xx

poniedziałek, 19 października 2015

B, jak bohater

Pierwszy tydzień szkoły był zawsze dla wszystkich najgorszym tygodniem roku szkolnego. Dla mnie tydzień ten zaczął się jeszcze gorzej.

1. Zaspałem pierwszego dnia zajęć (możecie zgadywać, co mi się śniło, ale podpowiedzią powinno być to, iż musiałem potem zamknąć się w łazience i rozwiązać pewien duży problem), a w konsekwencji tego zdążyłem tylko na końcówkę śniadania.
2. Severus Snape próbował zasztyletować mnie spojrzeniem za ten wybryk.
3. (I jest to chyba najgorsze ze wszystkich) Wstając od stołu wpadłem na pewnego 

Gryfona imieniem Harry, który zwyzywał mnie na oczach całej szkoły, a ja tylko stałem tam i wpatrywałem w niego jak w obrazek. W tym momencie chyba uznał, że jestem jakiś opóźniony umysłowo.

Kiedy Potter wyszedł już z Wielkiej Sali podszedł do mnie jeden z moich znajomych - Blaise Zabini.
- Co chcesz Zab? - zapytałem.
- Zanim przyszedłeś rozdawali plany lekcji. Pomyślałem, że może ci się przydać - odpowiedział czarnoskóry chłopak.
- Oh...D-dzięki - zająknąłem się i zabrałem plan z wyciągniętej ręki chłopaka.
- Dracze, co się z tobą dzieje? Od wczoraj chodzisz jakiś dziwny i...
- Nic się kurwa ze mną nie dzieje! - krzyknąłem i wybiegłem z WS, kierując się ku swojemu dormitorium.

Wiedziałem już, że nie zdążę na początek tej lekcji. Biegłem do klasy transmutacji. Profesor McGonagall będzie wkurwiona. Na dodatek tę lekcję miałem z pierdolonymi Gryfonami, a to znaczy, że znajduje się tam powód moich wszelkich problemów. (patrz Harry Potter)

Pięć minut po rozpoczęciu lekcji wbiegłem do klasy. McGonagall zmierzyła mnie lodowatym spojrzeniem.
- Dlaczego się pan spóźnił, panie Malfoy? - zapytała.
- ...
- Panie Malfoy mówię do Pana.
- A spierdalaj - wymamrotałem pod nosem i zacząłem się rozglądać za wolnym miejscem.
- Co pan tam mamrocze? Minus 10 punktów dla Slytherinu. A teraz proszę zająć miejsce obok pana Pottera.
- Co kurwa!?
- Minus 20 punktów i wieczorem proszę stawić się po szlaban do pana Filch'a, a teraz nalegam, żeby pan usiadł - powiedziała nauczycielka tym samym ucinając rozmowę.

Nosz kurwa mać!!! Pierwszy dzień szkoły, pierwsze spóźnienie i jeszcze szlaban u Filch'a. Czy wy rozumiecie co to jest?? Pewnie będę musiał czyścić jakieś pierdolone nagrody, a co ja jestem skrzat, czy pomocnik tego charłaka? Jak się mój kochany (wyczujcie sarkazm) tatuś o tym dowie udupi mnie do reszty. Potraktuje Avadą, potem zakopie i... a tak a propos zaklęcia Avada Kedavra. On ma takie piękne avadowe oczy, a wgl to On cały jest... Stop! O czym ja myślę? I dlaczego ja muszę z nim siedzieć, dlaczego nie ta szlama Granger, albo ruda Weasley. Z tego co wiem ona się w nim bujała (przynajmniej jeszcze w zeszłym roku tak było). A teraz ty się w nim bujasz - podsunęła moja podświadomość. UGH!!! Usiadłem na moim miejscu obok Pottera i zacząłem ignorować nauczycielkę przez resztę lekcji.

Dzień minął mi koszmarne. Na zielarstwie jakieś zmutowane rośliny mnie ugryzły, a do tego dostałem sowę od ojca, że odcina mi wszelkie kieszonkowe do końca roku. Wieczorem poszedłem do tego charłaka Filch'a, który nie powinien mieć w ogóle wstępu do szkoły magii. kazał mi do siebie przyjść w sobotę już o ósmej. Czy tutaj nikt nie rozumie, że jestem arystokratą, który potrzebuje co najmniej godziny w łazience na kąpiel i jeszcze jednej na ułożenie moich pięknych włosów. No heloł...

Reszta tygodnia minęła mi w miarę spokojnie. No może poza momentami kiedy widziałem Harry'ego, bo wtedy po prostu zapominałem języka w gębie. Podam wam przykład, kiedy ta szlama (wiecie o kim mówię) wpadła na mnie koło biblioteki,zacząłem się na nią drzeć, ale jak przyszedł ten cudowny Gryfiak o avadowych oczętach, by jej bronić zamilkłem i szybko odszedłem, żeby nie zobaczył moich rumieńców. Najgorsze jest to, że odkąd się urodziłem, przez te naście lat nigdy się nie rumieniłem. Strasznie boję się, że wpadłem na dobre. Znaczy myślę iż już się z tym pogodziłem ( z tym jak na mnie działa oraz ze swoją orientacją, taa zaakceptowałem siebie yay!! ), no ale bez przesady nawet jeśli coś by nas połączyło to jak by to wyglądało- były śmierciożerca z wewnętrznego kręgu i Chłopiec-który-nie-umarł-i-hipnotyzuje-spojrzeniem. Błagam. Wszyscy ślizgoni myślą, że oszalałem bo nie gonię za laskami, które wręcz wchodzą do mojego łóżka. W zeszłym roku bym się cieszył, dwa lata temu też, ale teraz jest to dla mnie po prostu obrzydliwe. Szlag stałem się jakimś pieprzonym świętoszkiem. Chociaż w sumie to prawda- chcę to robić tylko z Harrym.

Nadeszła sobota. Wstałem o szóstej... Znaczy ja wiem to tylko szlaban ale muszę wyglądać perfekcyjnie ( a co jak będzie tamtędy szedł mój Gryfon, co?). U tego pożal się Boże woźnego byłem pięć po ósmej, za co chciał mnie powiesić pod sufitem w swoich kajdanach- jak dla mnie powinien za to iść do Azkabanu, no ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Dziś kazał mi uprzątnąć w schowku na miotły, co nie byłoby takie najgorsze gdybym nie musiał przy tym użerać się ze stadami pająków. Skończyłem dopiero w porze obiadu, a że wszyscy powinni już być w WS zacząłem schodzić po schodach. Zrobiłem to trochę nieostrożnie przez co potknąłem się o coś i rozpocząłem spadanie mniej-więcej w połowie schodów. Już byłem przygotowany na bardzo twarde lądowanie na podłodze w holu kiedy nagle znikąd otoczyły mnie czyjeś muskularne ramiona.

Zacząłem się rozglądać i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czarne rozczochrane włosy i piękne szmaragdowe tęczówki... No tak z moim szczęściem uratować musiał mnie Harry.
- Nic ci nie jest?- zapytał z...troską (?).
- N-nie - odpowiedziałem z wielkim rumieńcem na twarzy. Kuźwa dlaczego on tak na mnie działa?
- To dobrze - powiedział i poczułem jak odstawia mnie na ziemię, odwijając swoje ramiona z mojej talii.

Nagle odwrócił się i odszedł dość szybkim krokiem do swojego stołu w WS. Ja natomiast stałem tam oniemiały i wpatrywałem się w miejsce, do którego oddalił się mój bohater. Tak bohater, bo Harry James Potter jest moim bohaterem, ponieważ uratował mój zgrabny, cudowny i w ogóle zajebisty tyłek przed upadkiem. I za to go kurwa kocham! 

* czyt. A propo

*******************
Hej ziomeczki!
Daję wam drugi rozdzialik. Pozdro!!!
Jula xx


środa, 14 października 2015

A, jak akceptacja

Pierwszy września. Odnowiona Wielka Sala.Tłum uczniów. Draco Malfoy powtarzający jak mantrę słowa "To niemożliwe!" i Harry Potter, który właśnie rozmawia z przyjaciółmi, ale zacznijmy od początku.
Po wojnie Hogwart został odbudowany z ruin. Profesor McGonagall została dyrektorem Szkoły Magii i Czarodziejstwa, a profesor Snape (nikt nie wie jakim cudem przeżył, ale wszyscy sądzą, że po prostu miał romans z Voldziem, który to na szybko go wskrzesił) jej zastępcą. Harry wraz z Ronem i Hermioną wrócili na siódmy rok nauki w Hogwarcie, podobnie zresztą jak Draco, gdzie będą się uczyć z rocznikiem Ginny nie niepokojeni przez Czarnego Pana.
1 września wszyscy uczniowie tej magicznej szkoły już przed jedenastą czekali na peronie 9 i 3/4 na odjazd czerwonej lokomotywy. wśród nich był blond włosy arystokrata, patrzący na wszystko i wszystkich z pogardą wypisaną w oczach.
Draco właśnie wsiadł do pociągu i wyruszył na poszukiwanie wolnego przedziału. Miał nadzieję, że znajdzie miejsce, gdzie będzie mógł samotnie przesiedzieć podróż do więzienia zwanego szkołą. Po kilkunastu minutach znalazł przedział, w którym znajdowało się trzech pierwszoroczniaków, ale wykurzył ich słowami: "Spieprzać bachory, bo oberwiecie pierdolonym Crucio!!!". Chłopak od kilku tygodni wiecznie chodził wkurzony, a stał się taki po tym , jak jego pożal się Boże, kochany ojczulek zmusił go do powrotu na siódmy rok nauki, grożąc odcięciem pieniędzy na fryzjera i cotygodniowy salon SPA. Tak więc chcąc, nie chcąc musiał wyjechać.
Zasłonił już wszystkie zasłony w przedziale i układał się właśnie do snu (bo kto budzi arystokratę przed 10 tylko po to, żeby zdążyć na jakiś chory pociąg), gdy nagle drzwi jego przedziału rozsunęły się, a stanął w nich nie kto inny jak Pieprzony-Chłopiec-Który-Przeżył i jego banda.Wtedy ta szlama Granger powiedziała:
- Chłopaki, patrzcie tu są jeszcze miejsca.
I nie zważając na protesty oraz oburzoną minę Ślizgona usiadła na przeciw niego zaraz obok swojego BFF Ronusia. Harry tymczasem zajął miejsce obok Dracona. Jak na gust blondwłosego stanowczo zbyt blisko, chociaż dla niego idealne miejsce dla Bliznowatego znajdowało się za oknem.
Po jakiejś godzinie podróży i po miliardowym westchnięciu Smoka, Granger zdecydowała się opuścić przedział, a Rudy podążył za nią jak pies. Kilka chwil później pociągiem szarpnęło i Harry czy tego chciał, czy nie wylądował na Draconie w dość dwuznacznej pozycji, dotykając dodatkowo dłonią pewnej części ciała Blondyna. Ciało chłopaka zareagowało natychmiastowo w dość niepożądany  przez właściciela sposób. Brunet natychmiastowo od niego odskoczył. Wszyscy wiedzieli, że Harry był w stu procentach hetero. Draco tymczasem nie wiedział co myśleć. Zawsze uważał siebie za osobę hetero, ewentualne bi, bo zdarzało mu się, że podrywał facetów w klubie, czy nawet poprzednich latach w szkole, ale nigdy nie stawał mu na widok, czy przypadkowy dotyk Potter'a. Przecież to jest pieprzony obrońca szlam, a do tego to przez niego prawie zginął jego ukochany wujaszek Sev, kiedy próbował na jego korzyść szpiegował Czarnego Pana.
Po tym incydencie Harry umilkł i nawet nie rozmawiał ze swoimi znajomymi, którzy wrócili już do przedziału, a Smok siedział skulony w kącie, próbując ukryć wystającą ze spodni erekcję i rozmyślał jak to się kurwa mogło stać. Wiedział także, że będzie musiał wytrzymać ze swoim problemem dość długo, jednakże jego kochany chrzestny,Książę Półkrwi będąc w szkole wymyślił bardzo przydatne zaklęcie, którego nauczał Ślizgonów, gdy ci byli na czwartym roku. Zaklęcie to miało na celu ukrycie "problemu" na jakiś czas. Snape wiedział co siedzi w tych młodych głowach, więc wolał pomóc swoim podopiecznym, niż potem użerać się z jakimś nauczycielem, który to poinformowałby go o uczniach robiących nieprzyzwoite rzeczy w jego klasie.
Po wielu godzinach podróży, które dla Draco były jak wieczność, pociąg zatrzymał się w Hogsmeade. Ślizgon nie spieszył się, więc zabrał się dopiero ostatnim powozem i ku jego uciesze jechał nim sam. Wtedy też zaczął dogłębnie rozmyślać nad zdarzeniem w pociągu. Myślał tak i myślał, lecz na niewiele się to zdało. Nie pomogło mu to, a chłopak stwierdził, że chyba mu nawet zaszkodziło.
W pewnym momencie powóz zatrzymał się i blondyn był zmuszony wysiąść. Stanął koło drzwi prowadzących do Wielkiej Sali. Cieszył się, że zaklęcie Severusa działa...
Nagle tuż obok niego przeszedł Potter i nieświadomie dotknął Draco. Smok odskoczył jak oparzony, ale nikt nie zwrócił na niego większej uwagi. Spojrzał w dół  i ku jego zdziwieniu zaklęcie Księcia przestało działać, a to się nigdy nie zdarzało, nigdy, NIGDY.
N.I.G.D.Y.
I w tym właśnie momencie platynowłosy znalał sobie nowe motto życiowe, brzmiące: "To niemożliwe".
Chłopak próbował sobie wmówić sobie, że to nic takiego, że tak się zdarza, ale wiedział iż są to tylko puste kłamstwa. Wiedział także, że powinien się z tym pogodzić, że z czasem zapomni. Postanowił iż od tej pory będzie unikał Pottera, jego przyjaciół i całego domu Godryka.
Draco był na tyle inteligentny, że wiedział iż pogodzenie się z tym, pogodzenie się ze sobą to akceptacja, ale wiedział też, że jeszcze nie jest na to gotowy. Z takimi myślami wszedł do mWielkiej Sali, uprzednio odnawiając zaklęcie.
*******************
Witam
Mam zaszczyt przedstawić państwu pierwszy rozdział! Także ten mam nadzieję, że się podoba.
Jula xx


Witajcie!

Cześć.
Zamierzam publikować tutaj historię, którą znaleźć można także na wattpad.com. Rozdziały będą się pojawiały jako pierwsze na wattpadzie, a tutaj albo następnego dnia, albo tego samego dnia tylko trochę później. Zapraszam do czytania tutaj tak samo gorąco jak na wattpadzie. Tak więc miłego czytania i biorę się za pierwszy rozdział.
Pozdrawiam Jula xx

Kontakt ze mną jako autorem:
Mail: jula.rogo@gmail.com
Twitter: https://twitter.com/JulaRogo