wtorek, 10 listopada 2015

F, jak Facebook

Szedłem wraz z Harry'm, który co chwila pytał: "Malfoy, gdzie idziemy?" albo "Gdzie mnie ciągniesz? Draco!" i w ostateczności "Daleko jeszcze?". Na pytania nic mu nie odpowiadałem. Po prostu się bałem, tak? Im bliżej byliśmy zejścia do Komnaty, tym bardziej się stresowałem, przecież on mnie zabije.
Weszliśmy do łazienki Jęczącej Marty. Nagle poczułem, że Gryfiak zaczął się trząść. To nie było normalne.
- Hej Harry, wszystko okay? - zapytałem.
- Nie,... to znaczy tak, to... to znaczy, to przez tą łazienkę. No wiesz drugi rok...
Pamiętałem. Pamiętałem, aż za dobrze, to wtedy straciliśmy skrzata, ale to nie było najważniejsze. To wtedy Harry zabił Bazyliszka, ulubionego pupila Sly'a. Gryffindor siłą powstrzymał swojego partnera od zabicia Gryfona. (Taka jest wersja, którą mi przedstawił, ale sądzę, iż nie była to jakaś wielka siła fizyczna. Po prostu Gryf wie co Salazar lubi w łóżku ^^. Koniec tematu. Do widzenia, kropka.) Wracając. Najważniejsze było to, że Harry prawie tam zginął. Zatrzymałem się i przyciągnąłem go do siebie przez nasze złączone dłonie. Wolną ręką starłem łzy, które mimowolnie spłynęły po jego policzku. Czułem jak jego twarz robi się z lodowato zimnej trochę cieplejsza. Nie widziałem tego, gdyż cały czas miał spuszczoną w dół twarz. Kiedy zorientowałem się, iż nadal mam dłoń przy jego delikatnej skórze, natychmiast ja odsunąłem. I powiedziałem cicho:
- Chodź, obiecuję, nic Ci się nie stanie.
Ruszyłem w stronę umywalek, On chcąc, nie chcąc musiał ruszyć za mną. Wciąż czułem jak drży. Wypowiedziałem inkantację i już po chwili otworzyły się drzwi windy, takiej jak w mugolskich biurowcach.
Weszliśmy do środka, a po kilku chwilach winda zatrzymała się w "zielonym pokoju", jak zwykłem go nazywać. Drzwi się otworzyły i już mieliśmy wysiadać kiedy usłyszałem głos Harry'ego:
- Co tutaj robisz Godryku? I dlaczego jest tutaj ten tłustowłosy dupek?
- Hamuj... się... Potter - wysyczał Mistrz.
- Sev, proszę spokojnie - poprosiłem. - Musimy wszystko wyjaśnić Harry'emu, a wiesz, iż o niektórych sprawach wolałbym nie rozmawiać...
W tym momencie znacząco spojrzałem na czarnowłosego, który na szczęście nie wyłapał tego spojrzenia, ponieważ sam zajęty był wpatrywaniem się w swojego przodka, wzrokiem zagubionego w sklepie dziecka. Było mi go szkoda ( a mnie samego jeszcze bardziej no, bo heloł muszę mu dzisiaj wyznać miłość, tak?).
- Harry, Draco, usiądźcie... - zaczął Gryffindor.
- Co ja tutaj robię? Czego wy wszyscy ode mnie chcecie? - jego pytaniom nie było końca, a każde było wypowiadane z coraz większą dozą agresji.
- Chyba się zaczęło... - wyszeptał Salazar i uprzedzając moje pytanie, powiedział - Przeczytaliśmy dziś z Godrykiem kilka interesujących książek o inkubach i... i tam było napisane, że właśnie agresją mogą się objawiać rzucone na ofiarę zaklęcia tych istot.
- Czy można to jakoś zatrzymać lub wyeliminować? - zapytał chłodno Severus.
Przodkowie coś mu odpowiedzieli, jednak ja nie słyszałem ich słów. Wewnętrznie rozpadałem się na kawałki, a zewnętrznie sam nie wiem, jak wyglądałem, ale chyba pierwszy raz w życiu nie interesowałem się własnym wyglądem i samym sobą. Severus gdzieś wyszedł, nawet nie wiem kiedy... Zbyt mocno pragnąłem obudzić się z właśnie przeżywanego koszmaru. Miłość mojego życia pod wpływem uroków jakiegoś pierdolonego demona! Dlaczego to zawsze, kurwa ja mam najgorzej?
Zacząłem szlochać, podczas gdy czarnowłosy w kolejnym napadzie złości szarpał moją ręką. Byłem bezsilny. Najlepiej jakbym właśnie teraz umarł. Przestałem kontaktować, byłem obecny ciałem, ale duszą byłem pogrążony w marzeniach, w marzeniach byłem z Harry'm. Biegaliśmy nago po łące, po cudownym seksie. Razem. Szczęśliwi. Bez problemów.
Świadomość przywróciło mi pieczenie na policzku. Jednak to nie mnie uderzono. Przez dosłownie ułamek sekundy widziałem poszarzałą dłoń na twarzy mojego ukochanego... Wrócił Severus... Syknąłem z bólu, a uwaga wszystkich, wraz z Harry'm zwrócona była w moją stronę.
- Poczułem twoje uderzenie Sev - wyjaśniłem.
- Ale ja Cię nie uderzyłem - zaoponował Książę.
- Mówię, o tym jak uderzyłeś Harry'ego... Ja... Ja to poczułem...
- To pewnie skutek uboczny eliksiru. To by wiele wyjaśniało...
Nie byłem w stanie usłyszeć więcej, gdyż Snape oddalił się i zaczął mamrotać coś pod nosem. Tymczasem Harry, jak gdyby nigdy nic rozpoczął rozmowę z Gryffindor'em, który przytulał się właśnie z Salazarem. Ja, czy tego chciałem, czy nie musiałem stać z nimi, gdy nagle Gryf zaczął opowiadać swojemu potomkowi, dlaczego wszyscy dziś się tutaj spotkaliśmy, a kiedy przeszedł do tematów związanych z tym... tfu... byłym puchonem. Poczułem jak moje własne ciało spina się, a ciało mojego partnera przechodzi dreszcz. Za chwilę będę musiał Mu powiedzieć. Za chwilę będzie prawdopodobnie najgorsza chwila mojego życia. Za chwilę moja miłość mnie znienawidzi.
Nadszedł ten moment. Zacząłem swoją opowieść od tamtego pamiętnego poranka, przeszedłem do sytuacji na błoniach i tego jak dowiedzieliśmy się kim jest Cedrik. Zakończyłem swoją opowieść z płaczem słowami:
- Wiem, że teraz znienawidzisz mnie bardziej niż zwykle, ale muszę to zrobić... Ja... Jasiehypakoam - wyszeptałem jakimś nie zrozumiałym dla nikogo bełkotem.
- Powtórz, proszę - powiedział Harry, a widząc mój opór dodał. - Powoli Draco.
- Ja... Chyba... Cię... Kocham - wydusiłem w końcu i spuściłem głowę.
Harry podniósł ją palcami wolnej ręki i wyszeptał do mojego ucha:
- Ja też Cię Kocham.
Nie wytrzymałem i rozpłakałem się, zupełnie jak małe dziecko, bo jedno z moich pragnień się spełniło. Jedyne co pamiętam to tylko ciepłe usta Harry'ego na moich zimnych wargach oraz najbardziej niesamowity pocałunek w moim życiu.
Po kilku chwilach, kiedy obaj już trochę ochłonęliśmy, zdobyłem się na kolejny odważny krok z mojej strony.
- Harry?
- Tak?
- Zostaniesz moim... chło-chłopakiem? - zająknąłem się.
Harry tylko zapiszczał jak mała dziewczynka, co chyba miało oznaczać zgodę. Pierwszy raz od wielu dni czułem się prawdziwie szczęśliwy. Tylko Gryfiak w pewnym momencie zapytał, czy może ustawić sobie status w związku na fejsbuku, zgodziłem się. Tylko co to do cholery ten fejsbuk???
************
Hej Dzieci, jeśli chcecie.... #SMERFY
Także ten, witam pod nowym rozdziałem, mam nadzieję, że się podobało. W czwartek mam zawody i w sumie moja drużyna ma jakąś tam szansę na zwycięstwo, więc trzymać kciuki, bo jak nie to was znajdę...i... i nie dam wam rozdziału :P
Pozdro! Jula xx

sobota, 7 listopada 2015

E, jak eliksir

Z tego, co dość dobitnie wyjaśnił mi Severus, opuściłem trzy dni nauki szkolnej, a po Hogwarcie już zaczęła się szerzyć plotka o moim zniknięciu lub co gorsza porwaniu.Na normalne zajęcia wróciłem w czwartek. Zjadłem śniadanie, udając, że nie widzę tych "ukradkowych" spojrzeń całej szkoły. Zaraz po śniadaniu musiałem udać się do dormitorium mojego i Harry'ego. Z tego co mówił mi Godryk ten już wie, iż jest jego dziedzicem, jednakże nie dowiadywał się od swojego potomka jeszcze niczego na temat Diggory'ego.
Zanim wszedłem do naszych (czy to nie brzmi cudownie?) komnat wstrzymałem oddech. Leżał na sofie, wyglądał jak półbóg (bo bogiem jestem tylko ja!). Ręce miał założone za głowę, a jego koszulka podwinęła się delikatnie ku górze. Chyba zauważył, że mu się przyglądam, więc speszony odwróciłem wzrok, a on wyszedł na lekcje. Z mojej sypialni wziąłem książki i także udałem się na swoje lekcje. 
Najpierw zielarstwo, runy i obiad. Następnie podwójny OPCM. Próbowałem skupiać się na lekcji, no ale czego nauczy mnie ten przygłup? Tak więc po prostu przyglądałem się drzewom, stojącym na skraju Zakazanego Lasu. Nagle usłyszałem w głowie głos Godryka, który chciał się jak najszybciej spotkać w Komnacie Tajemnic. Stwierdziłem, iż wymknę się z tej nudneeeej lekcji, jeśli można tak nazwać to "coś".
Kiedy przybyłem do Komnaty, znalazłem Sly'a chodzącego wkoło, tak jakby coś go martwiło i Gryfa, który próbował go uspokoić.
- Prosiłeś o szybkie spotkanie. Co się stało? - zapytałem Lwa.
- Wiemy jak został ożywiony Diggory i... I czym się stał - odpowiedział za niego mój przodek po krótkiej chwili milczenia.
- Jak to "czym"?!? - po raz kolejny zapytałem duchy, tym razem z obawą wyczuwalną w moim głosie.
- To byli śmierciożercy, którzy nie pogodzili się z upadkiem Voldi'ego - powiedział jeden z nich ( nie pamiętam który ) pomijając moje pytanie.... Choć może nie do końca... - Były puchon to teraz demon, znany jako INKUB.
Znałem te demony dość dobrze z książek, które czytałem. Jednak zawsze wydawało mi się, iż te stworzenia polują tylko na kobiety* , a to nie zgadzało się z wydarzeniami na błoniach. Podzieliłem się więc moimi obawami z założycielami. Oni jednak uświadomili mi, że jestem w błędzie, a Harry w niebezpieczeństwie. Poprosiłem o wezwanie Severus'a, a sam zacząłem obmyślać taktykę, pt. "Jak do cholery uratować tego sexy Gryfiaka, który nie ma pojęcia o moich uczuciach?", czyli w skrócie JDCUTSGKNMPoMU?.
Kiedy Sev przyszedł, ustaliliśmy, że musimy uratować Harry'ego, a żeby tego dokonać musimy przeszukać połowę książek jakie kiedykolwiek napisano. Jednak nie mogę tego robić w trakcie lekcji, tak samo jak Książę. Najlepszym rozwiązaniem okazały się być wieczorne spotkania w każdy piątek i całodzienne w soboty. Duch dodatkowo miały w wolnym czasie przeszukiwać zamek i pytać inne duchy o inkuby.
Piątek zaczął się tak jak każdy normalny początek weekend'u, czyli szkołą, którą jako młody człowiek wprost ubóstwiam (znacie mnie, więc chyba czujecie sarkazm c' nie?). Zaczynam ten piękny dzień dwoma lekcjami, które serio kocham, ale... 
Niestety eliksiry mam wraz z Gryfonami, co oznacza: a) więcej bólu jak na Niego spojrzę, b) siedzenie z Nim w jednej ławce, oraz c) Jego obecność.
Przyszedłem do klasy eliksirów równo z nauczycielem i jak na skazanie udałem się na swoje miejsce. Severus rozpoczął lekcję krótkim wprowadzeniem na temat eliksiru, który będziemy dziś warzyć. Przepis był na tablicy, więc zabrałem się do pracy. Nie mogłem się jednak powstrzymać od (moim zdaniem ukradkowych) spojrzeń w stronę mojego "kolegi" z ławki. On jednak nie pozostawał mi dłużny i co chwila po prostu się na mnie gapił. Może zauważył moje wciąż czerwone oczy, a może zobaczył, że trochę schudłem. jak dla mnie najbardziej prawdopodobną opcją był blask mojej zajebistości, no ale o gustach się nie dyskutuje.
Przez to nasze całe wpatrywanie się w siebie, Harry źle dodał jakiś składnik, co wywołało mały wybuch. W całej swej łaskawości zawartość kociołka Gryfona ograniczyła zniszczenia tylko do naszego stolika. Błękitna maź pokryła mnie oraz czarnowłosego, no i nasze splecione dłonie ( w chwili wybuchu troszeczkę mnie poniosło i chwyciłem go za dłoń. To nic złego, prawda?) 
To co okazało się chwilę potem, było zarazem najgorszą i najlepszą rzeczą w moim życiu. Okazało się, iż skutkiem ubocznym tego niedokończonego eliksiru jest sklejanie dwóch rzeczy,  a w tym wypadku naszych rąk. Dobrą rzeczą jest to, że zostałem sklejony z Harry'm,  a złą,  że zostałem sklejony z Harry'm. Uprzedzając pytania: Nie, nie mam rozdwojenia jaźni.
Jak stwierdził potem Mistrz Eliksirów, nie ma odtrutki - trzeba czekać, aż zakończy się działanie tej mikstury. Do obiadu o wypadku na eliksirach wiedział tylko cały ostatni rocznik, a do końca dnia dowiedziała się połowa czarodziejskiego świata. Jak nic jutro ta informacja znajdzie się na pierwszej stronie Proroka, a ojciec przyśle mi sowę z wyjcem.
Najgorsze jest to, że dziś miał się odbyć pierwszy "wieczór czytelniczy". Skontaktowałem się telepatycznie z Gryffindor'em, który wykazał się wielką inteligencją i po prostu kazał mi przyprowadzić niczego nieświadomego Gryfiaka na spotkanie, gdzie ma zamiar powiedzieć mu o wszystkim. Wtedy też wyda się moja miłość do niego... I Harry znienawidzi mnie na zawsze!
A to wszystko sprawka jednego, głupiego eliksiru...