Szedłem wraz z Harry'm, który co chwila pytał: "Malfoy, gdzie idziemy?" albo "Gdzie mnie ciągniesz? Draco!" i w ostateczności "Daleko jeszcze?". Na pytania nic mu nie odpowiadałem. Po prostu się bałem, tak? Im bliżej byliśmy zejścia do Komnaty, tym bardziej się stresowałem, przecież on mnie zabije.
Weszliśmy do łazienki Jęczącej Marty. Nagle poczułem, że Gryfiak zaczął się trząść. To nie było normalne.
- Hej Harry, wszystko okay? - zapytałem.
- Nie,... to znaczy tak, to... to znaczy, to przez tą łazienkę. No wiesz drugi rok...
Pamiętałem. Pamiętałem, aż za dobrze, to wtedy straciliśmy skrzata, ale to nie było najważniejsze. To wtedy Harry zabił Bazyliszka, ulubionego pupila Sly'a. Gryffindor siłą powstrzymał swojego partnera od zabicia Gryfona. (Taka jest wersja, którą mi przedstawił, ale sądzę, iż nie była to jakaś wielka siła fizyczna. Po prostu Gryf wie co Salazar lubi w łóżku ^^. Koniec tematu. Do widzenia, kropka.) Wracając. Najważniejsze było to, że Harry prawie tam zginął. Zatrzymałem się i przyciągnąłem go do siebie przez nasze złączone dłonie. Wolną ręką starłem łzy, które mimowolnie spłynęły po jego policzku. Czułem jak jego twarz robi się z lodowato zimnej trochę cieplejsza. Nie widziałem tego, gdyż cały czas miał spuszczoną w dół twarz. Kiedy zorientowałem się, iż nadal mam dłoń przy jego delikatnej skórze, natychmiast ja odsunąłem. I powiedziałem cicho:
- Chodź, obiecuję, nic Ci się nie stanie.
Ruszyłem w stronę umywalek, On chcąc, nie chcąc musiał ruszyć za mną. Wciąż czułem jak drży. Wypowiedziałem inkantację i już po chwili otworzyły się drzwi windy, takiej jak w mugolskich biurowcach.
Weszliśmy do środka, a po kilku chwilach winda zatrzymała się w "zielonym pokoju", jak zwykłem go nazywać. Drzwi się otworzyły i już mieliśmy wysiadać kiedy usłyszałem głos Harry'ego:
- Co tutaj robisz Godryku? I dlaczego jest tutaj ten tłustowłosy dupek?
- Hamuj... się... Potter - wysyczał Mistrz.
- Sev, proszę spokojnie - poprosiłem. - Musimy wszystko wyjaśnić Harry'emu, a wiesz, iż o niektórych sprawach wolałbym nie rozmawiać...
W tym momencie znacząco spojrzałem na czarnowłosego, który na szczęście nie wyłapał tego spojrzenia, ponieważ sam zajęty był wpatrywaniem się w swojego przodka, wzrokiem zagubionego w sklepie dziecka. Było mi go szkoda ( a mnie samego jeszcze bardziej no, bo heloł muszę mu dzisiaj wyznać miłość, tak?).
- Harry, Draco, usiądźcie... - zaczął Gryffindor.
- Co ja tutaj robię? Czego wy wszyscy ode mnie chcecie? - jego pytaniom nie było końca, a każde było wypowiadane z coraz większą dozą agresji.
- Chyba się zaczęło... - wyszeptał Salazar i uprzedzając moje pytanie, powiedział - Przeczytaliśmy dziś z Godrykiem kilka interesujących książek o inkubach i... i tam było napisane, że właśnie agresją mogą się objawiać rzucone na ofiarę zaklęcia tych istot.
- Czy można to jakoś zatrzymać lub wyeliminować? - zapytał chłodno Severus.
Przodkowie coś mu odpowiedzieli, jednak ja nie słyszałem ich słów. Wewnętrznie rozpadałem się na kawałki, a zewnętrznie sam nie wiem, jak wyglądałem, ale chyba pierwszy raz w życiu nie interesowałem się własnym wyglądem i samym sobą. Severus gdzieś wyszedł, nawet nie wiem kiedy... Zbyt mocno pragnąłem obudzić się z właśnie przeżywanego koszmaru. Miłość mojego życia pod wpływem uroków jakiegoś pierdolonego demona! Dlaczego to zawsze, kurwa ja mam najgorzej?
Zacząłem szlochać, podczas gdy czarnowłosy w kolejnym napadzie złości szarpał moją ręką. Byłem bezsilny. Najlepiej jakbym właśnie teraz umarł. Przestałem kontaktować, byłem obecny ciałem, ale duszą byłem pogrążony w marzeniach, w marzeniach byłem z Harry'm. Biegaliśmy nago po łące, po cudownym seksie. Razem. Szczęśliwi. Bez problemów.
Świadomość przywróciło mi pieczenie na policzku. Jednak to nie mnie uderzono. Przez dosłownie ułamek sekundy widziałem poszarzałą dłoń na twarzy mojego ukochanego... Wrócił Severus... Syknąłem z bólu, a uwaga wszystkich, wraz z Harry'm zwrócona była w moją stronę.
- Poczułem twoje uderzenie Sev - wyjaśniłem.
- Ale ja Cię nie uderzyłem - zaoponował Książę.
- Mówię, o tym jak uderzyłeś Harry'ego... Ja... Ja to poczułem...
- To pewnie skutek uboczny eliksiru. To by wiele wyjaśniało...
Nie byłem w stanie usłyszeć więcej, gdyż Snape oddalił się i zaczął mamrotać coś pod nosem. Tymczasem Harry, jak gdyby nigdy nic rozpoczął rozmowę z Gryffindor'em, który przytulał się właśnie z Salazarem. Ja, czy tego chciałem, czy nie musiałem stać z nimi, gdy nagle Gryf zaczął opowiadać swojemu potomkowi, dlaczego wszyscy dziś się tutaj spotkaliśmy, a kiedy przeszedł do tematów związanych z tym... tfu... byłym puchonem. Poczułem jak moje własne ciało spina się, a ciało mojego partnera przechodzi dreszcz. Za chwilę będę musiał Mu powiedzieć. Za chwilę będzie prawdopodobnie najgorsza chwila mojego życia. Za chwilę moja miłość mnie znienawidzi.
Nadszedł ten moment. Zacząłem swoją opowieść od tamtego pamiętnego poranka, przeszedłem do sytuacji na błoniach i tego jak dowiedzieliśmy się kim jest Cedrik. Zakończyłem swoją opowieść z płaczem słowami:
- Wiem, że teraz znienawidzisz mnie bardziej niż zwykle, ale muszę to zrobić... Ja... Jasiehypakoam - wyszeptałem jakimś nie zrozumiałym dla nikogo bełkotem.
- Powtórz, proszę - powiedział Harry, a widząc mój opór dodał. - Powoli Draco.
- Ja... Chyba... Cię... Kocham - wydusiłem w końcu i spuściłem głowę.
Harry podniósł ją palcami wolnej ręki i wyszeptał do mojego ucha:
- Ja też Cię Kocham.
Nie wytrzymałem i rozpłakałem się, zupełnie jak małe dziecko, bo jedno z moich pragnień się spełniło. Jedyne co pamiętam to tylko ciepłe usta Harry'ego na moich zimnych wargach oraz najbardziej niesamowity pocałunek w moim życiu.
Po kilku chwilach, kiedy obaj już trochę ochłonęliśmy, zdobyłem się na kolejny odważny krok z mojej strony.
- Harry?
- Tak?
- Zostaniesz moim... chło-chłopakiem? - zająknąłem się.
Harry tylko zapiszczał jak mała dziewczynka, co chyba miało oznaczać zgodę. Pierwszy raz od wielu dni czułem się prawdziwie szczęśliwy. Tylko Gryfiak w pewnym momencie zapytał, czy może ustawić sobie status w związku na fejsbuku, zgodziłem się. Tylko co to do cholery ten fejsbuk???
************
Hej Dzieci, jeśli chcecie.... #SMERFY
Także ten, witam pod nowym rozdziałem, mam nadzieję, że się podobało. W czwartek mam zawody i w sumie moja drużyna ma jakąś tam szansę na zwycięstwo, więc trzymać kciuki, bo jak nie to was znajdę...i... i nie dam wam rozdziału :P
Pozdro! Jula xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz