Z tego, co dość dobitnie wyjaśnił mi Severus, opuściłem trzy dni nauki szkolnej, a po Hogwarcie już zaczęła się szerzyć plotka o moim zniknięciu lub co gorsza porwaniu.Na normalne zajęcia wróciłem w czwartek. Zjadłem śniadanie, udając, że nie widzę tych "ukradkowych" spojrzeń całej szkoły. Zaraz po śniadaniu musiałem udać się do dormitorium mojego i Harry'ego. Z tego co mówił mi Godryk ten już wie, iż jest jego dziedzicem, jednakże nie dowiadywał się od swojego potomka jeszcze niczego na temat Diggory'ego.
Zanim wszedłem do naszych (czy to nie brzmi cudownie?) komnat wstrzymałem oddech. Leżał na sofie, wyglądał jak półbóg (bo bogiem jestem tylko ja!). Ręce miał założone za głowę, a jego koszulka podwinęła się delikatnie ku górze. Chyba zauważył, że mu się przyglądam, więc speszony odwróciłem wzrok, a on wyszedł na lekcje. Z mojej sypialni wziąłem książki i także udałem się na swoje lekcje.
Najpierw zielarstwo, runy i obiad. Następnie podwójny OPCM. Próbowałem skupiać się na lekcji, no ale czego nauczy mnie ten przygłup? Tak więc po prostu przyglądałem się drzewom, stojącym na skraju Zakazanego Lasu. Nagle usłyszałem w głowie głos Godryka, który chciał się jak najszybciej spotkać w Komnacie Tajemnic. Stwierdziłem, iż wymknę się z tej nudneeeej lekcji, jeśli można tak nazwać to "coś".
Kiedy przybyłem do Komnaty, znalazłem Sly'a chodzącego wkoło, tak jakby coś go martwiło i Gryfa, który próbował go uspokoić.
- Prosiłeś o szybkie spotkanie. Co się stało? - zapytałem Lwa.
- Wiemy jak został ożywiony Diggory i... I czym się stał - odpowiedział za niego mój przodek po krótkiej chwili milczenia.
- Jak to "czym"?!? - po raz kolejny zapytałem duchy, tym razem z obawą wyczuwalną w moim głosie.
- To byli śmierciożercy, którzy nie pogodzili się z upadkiem Voldi'ego - powiedział jeden z nich ( nie pamiętam który ) pomijając moje pytanie.... Choć może nie do końca... - Były puchon to teraz demon, znany jako INKUB.
Znałem te demony dość dobrze z książek, które czytałem. Jednak zawsze wydawało mi się, iż te stworzenia polują tylko na kobiety* , a to nie zgadzało się z wydarzeniami na błoniach. Podzieliłem się więc moimi obawami z założycielami. Oni jednak uświadomili mi, że jestem w błędzie, a Harry w niebezpieczeństwie. Poprosiłem o wezwanie Severus'a, a sam zacząłem obmyślać taktykę, pt. "Jak do cholery uratować tego sexy Gryfiaka, który nie ma pojęcia o moich uczuciach?", czyli w skrócie JDCUTSGKNMPoMU?.
Kiedy Sev przyszedł, ustaliliśmy, że musimy uratować Harry'ego, a żeby tego dokonać musimy przeszukać połowę książek jakie kiedykolwiek napisano. Jednak nie mogę tego robić w trakcie lekcji, tak samo jak Książę. Najlepszym rozwiązaniem okazały się być wieczorne spotkania w każdy piątek i całodzienne w soboty. Duch dodatkowo miały w wolnym czasie przeszukiwać zamek i pytać inne duchy o inkuby.
Piątek zaczął się tak jak każdy normalny początek weekend'u, czyli szkołą, którą jako młody człowiek wprost ubóstwiam (znacie mnie, więc chyba czujecie sarkazm c' nie?). Zaczynam ten piękny dzień dwoma lekcjami, które serio kocham, ale...
Niestety eliksiry mam wraz z Gryfonami, co oznacza: a) więcej bólu jak na Niego spojrzę, b) siedzenie z Nim w jednej ławce, oraz c) Jego obecność.
Niestety eliksiry mam wraz z Gryfonami, co oznacza: a) więcej bólu jak na Niego spojrzę, b) siedzenie z Nim w jednej ławce, oraz c) Jego obecność.
Przyszedłem do klasy eliksirów równo z nauczycielem i jak na skazanie udałem się na swoje miejsce. Severus rozpoczął lekcję krótkim wprowadzeniem na temat eliksiru, który będziemy dziś warzyć. Przepis był na tablicy, więc zabrałem się do pracy. Nie mogłem się jednak powstrzymać od (moim zdaniem ukradkowych) spojrzeń w stronę mojego "kolegi" z ławki. On jednak nie pozostawał mi dłużny i co chwila po prostu się na mnie gapił. Może zauważył moje wciąż czerwone oczy, a może zobaczył, że trochę schudłem. jak dla mnie najbardziej prawdopodobną opcją był blask mojej zajebistości, no ale o gustach się nie dyskutuje.
Przez to nasze całe wpatrywanie się w siebie, Harry źle dodał jakiś składnik, co wywołało mały wybuch. W całej swej łaskawości zawartość kociołka Gryfona ograniczyła zniszczenia tylko do naszego stolika. Błękitna maź pokryła mnie oraz czarnowłosego, no i nasze splecione dłonie ( w chwili wybuchu troszeczkę mnie poniosło i chwyciłem go za dłoń. To nic złego, prawda?)
To co okazało się chwilę potem, było zarazem najgorszą i najlepszą rzeczą w moim życiu. Okazało się, iż skutkiem ubocznym tego niedokończonego eliksiru jest sklejanie dwóch rzeczy, a w tym wypadku naszych rąk. Dobrą rzeczą jest to, że zostałem sklejony z Harry'm, a złą, że zostałem sklejony z Harry'm. Uprzedzając pytania: Nie, nie mam rozdwojenia jaźni.
To co okazało się chwilę potem, było zarazem najgorszą i najlepszą rzeczą w moim życiu. Okazało się, iż skutkiem ubocznym tego niedokończonego eliksiru jest sklejanie dwóch rzeczy, a w tym wypadku naszych rąk. Dobrą rzeczą jest to, że zostałem sklejony z Harry'm, a złą, że zostałem sklejony z Harry'm. Uprzedzając pytania: Nie, nie mam rozdwojenia jaźni.
Jak stwierdził potem Mistrz Eliksirów, nie ma odtrutki - trzeba czekać, aż zakończy się działanie tej mikstury. Do obiadu o wypadku na eliksirach wiedział tylko cały ostatni rocznik, a do końca dnia dowiedziała się połowa czarodziejskiego świata. Jak nic jutro ta informacja znajdzie się na pierwszej stronie Proroka, a ojciec przyśle mi sowę z wyjcem.
Najgorsze jest to, że dziś miał się odbyć pierwszy "wieczór czytelniczy". Skontaktowałem się telepatycznie z Gryffindor'em, który wykazał się wielką inteligencją i po prostu kazał mi przyprowadzić niczego nieświadomego Gryfiaka na spotkanie, gdzie ma zamiar powiedzieć mu o wszystkim. Wtedy też wyda się moja miłość do niego... I Harry znienawidzi mnie na zawsze!
A to wszystko sprawka jednego, głupiego eliksiru...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz