Nie wiem ile czasu siedziałem w mojej samotni. Godzinę? Dwie? Dwadzieścia dwie? Nie wiem i w sumie niewiele mnie to obchodzi. Najgorsze jednak było to, że to właśnie tam myślałem o tym co się wydarzyło, tam gdzie były rysunki Jego (tak rysunki, no co? Czasem mi się nudzi tak?). Dlaczego On mi to zrobił??? Znaczy no wiem, nie wiedział o moim uczuciu do niego, ale to Go nie usprawiedliwia. Powinien się domyśleć czy coś. Najlepiej to by było żeby przyszedł do mnie i powiedział mi iż mnie kocha, a po tym wyznaniu poszlibyśmy do łóżka na jakieś dzikie seksy i... Stop! Co to kurna było? To się zaczyna robić chore. O Maj Gasz! Zachowuje się jak jakaś napalona nastolatka... Chociaż w sumie jestem napalony i jestem nastolatkiem... Muszę iść do Severusa. On mi pomoże. Tylko jak się do niego przedostać bez zwracania na siebie uwagi moim wyglądem... Już wiem.
-Salazarze, mógłbym Cię prosić na chwilkę?
-Witaj Draco. Czego chcesz i co się stało?
-Mógłbyś przyprowadzić tu Sev'a jednym z twoich tajnych przejść?
-No, nie wiem...
- Możesz po drodze wziąć ze sobą Godryka... No już, wiem, że tego chcesz- uniosłem znacząco brwi.
Ledwo to powiedziałem i już go nie było. Wiem co może przekonać mojego przodka, ale wy niekoniecznie... no chyba, że się domyślacie czyż nie? On i Godryk są uroczą parą, naprawdę, ale potrzebowali jakiś 800 lat, aby to zrozumieć. Jednak powiedziałem, żeby poszedł po Gryffindor'a nie tylko dlatego, lecz także po to, abym miał więcej osób, których mam się poradzić w sprawie Gryfiaka. Nie będę o to pytał mojego ojca, bo a) zabiłby mnie za bycie biseksualistą (gejem), b) zabiłby mnie za wybranka mojego serca, c) to mój ojciec.
Po kilkunastu minutach mój przodek powrócił w towarzystwie Godryka i Snape'a, z tym że założyciele byli przytuleni do siebie, a ten ostatni kroczył za nimi jak na skazanie. Kiedy jego nie było ja znów zacząłem płakać (ale tylko dlatego, że gdybym nie wyszedł wtedy na błonia to teraz w spokoju mógłbym dalej podkochiwać się w Gryfonie i nic nie wiedziałbym o Cedric'u).
Severus gdy tylko mnie zobaczył skulonego na wielkim łóżku podbiegł do mnie zgarniając w swoje umięśnione ramiona (trochę ćwiczył). Zacząłem głośniej szlochać w jego koszulkę, powtarzając wciąż, i wciąż jego imię. Mistrz eliksirów próbował mnie uspokoić na miliard różnych sposobów, ale kiedy one nie zadziałały, przywołał ze swojego gabinetu fiolkę eliksiru uspokajającego o smaku arbuzowym (mmm mój ulubiony). Podał mi trochę mikstury, abym ją wypił. zacząłem się uspokajać, a Godryk poprosił, żebym opowiedział co się stało.
Opowiedziałem im wszystko od samego początku. Powiedziałem im o sytuacji w pociągu, i o dzisiejszym poranku i o... o sytuacji na błoniach.
Przez cały ten czas byłem przytulony do Sev'a i zastanawiałem się czemu to on nie mógł być moim ojcem. Wbrew pozorom był on bardzo czuły i opiekuńczy, i zawsze potrafił wysłuchać moich problemów, a następnie wspomóc radą.
Po zakończeniu przeze mnie opowieści Książę momentalnie podniósł się z posłania i udał się w stronę drzwi od komnaty. W ostatniej chwili zatrzymałem go słowami:
-Gdzie idziesz?-zapytałem cicho.
-Jak to gdzie? Idę wpierdolić temu gnojkowi i gówno mnie obchodzi, że jestem nauczycielem!-odparł. Czy mówiłem już że jest strasznie opiekuńczy? Jednakże...
-Nie, nie możesz to nie jego wina. Nie rób mu nic...nie...proszę...-kiedy to mówiłem poczułem jak moja dolna warga zaczyna drżeć, a w oczach zbierają się łzy.
-Shhh, Draco-mówiąc to podszedł do mnie.-Nie płacz, proszę. Nie płacz przez niego. On nie jest tego wart.
W tym momencie odezwał się Godryk, który przez cały czas spoczywał w ramionach Sly'a:
-Draco, porozmawiam z moim dziedzicem jeśli chcesz, albo po prostu dowiem się o co chodzi z tym Puchonem, dobrze? Tylko już nie płacz, bo Salazar strasznie się martwi i ma ochotę zabić każdego kto Cię zrani- mówiąc to uśmiechnął się szczerze, a ja poczułem się naprawdę bezpiecznie. Delikatnie odwzajemniłem ten gest.
-Dobrze, porozmawiaj z nim...ale nie mów mu co do niego czuję, obiecaj.
-Obiecuję. Słowo Godryka Gryffindora.
Nagle usłyszałem jego głos w głowie: " Jeszcze będziesz szczęśliwy z moim dziedzicem. Wiesz historia lubi się powtarzać."
- To co może jakiś film?- dodał już na głos.
- To dobry pomysł- powiedział Slytherin.
- Mo...Mogę wybrać film- spytałem.
- Oczywiście- odpowiedzieli zgodnie moi towarzysze.
Zbliżyłem się więc do mugolskiego, nowoczesnego telewizora i zacząłem poszukiwania kanału, który nadawałby program odpowiadający moim oczekiwaniom. po kilkunastu minutach (mieli serio dużo kanałów) znalazłem ciekawy program o zwierzętach. Odsunąłem się więc od odbiornika i udałem się w stronę łóżka na którym wygodnie leżeli już Severus oraz Sly w objęciach Lwa, ktory od czasu do czasu przeczesywał jego włosy palcami. Łóżko było tak duże, że spokojnie mógłby się tam zmieścić jeszcze słoń, o którym właśnie mówiono w telewizji.Seans przebiegał spokojnie do pewnego momentu.
Jakoś w połowie filmu zaczęto mówić o delfinach. Pokazano młode delfiny i samotne osobniki, kiedy nagle pokazano uśmiechającą się parkę. I właśnie wtedy moją głowę zaczęły nawiedzać czarne myśli. Patrząc tak na te zwierzęta uświadomiłem sobie iż nawet jakieś pierdolone delfiny są kurwa szczęśliwsze niż ja. Po moich bladych policzkach niekontrolowanie zaczęły spływać słone łzy, mocząc moją i tak już brudną, i wygniecioną koszulkę.
W pewnym momencie w moją stronę odwrócił się Sev.
-Co się dzieje?- zapytał.
-Nic, tylko coś sobie uświadomiłem- odpowiedziałem ocierając czerwone od płaczu oczy. Czerwony kojarzy się z Nim, a to złe skojarzenie.
***********
To znowu ja. Tak więc oto czwarty rozdział. Jestem w trakcie pisania piątego na Wattpad, więc w przyszłym tygodniu pojawi się on tutaj.
Jula xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz