Pierwszy tydzień szkoły był zawsze dla wszystkich najgorszym tygodniem roku szkolnego. Dla mnie tydzień ten zaczął się jeszcze gorzej.
1. Zaspałem pierwszego dnia zajęć (możecie zgadywać, co mi się śniło, ale podpowiedzią powinno być to, iż musiałem potem zamknąć się w łazience i rozwiązać pewien duży problem), a w konsekwencji tego zdążyłem tylko na końcówkę śniadania.
2. Severus Snape próbował zasztyletować mnie spojrzeniem za ten wybryk.
3. (I jest to chyba najgorsze ze wszystkich) Wstając od stołu wpadłem na pewnego
Gryfona imieniem Harry, który zwyzywał mnie na oczach całej szkoły, a ja tylko stałem tam i wpatrywałem w niego jak w obrazek. W tym momencie chyba uznał, że jestem jakiś opóźniony umysłowo.
Kiedy Potter wyszedł już z Wielkiej Sali podszedł do mnie jeden z moich znajomych - Blaise Zabini.
- Co chcesz Zab? - zapytałem.
- Zanim przyszedłeś rozdawali plany lekcji. Pomyślałem, że może ci się przydać - odpowiedział czarnoskóry chłopak.
- Oh...D-dzięki - zająknąłem się i zabrałem plan z wyciągniętej ręki chłopaka.
- Dracze, co się z tobą dzieje? Od wczoraj chodzisz jakiś dziwny i...
- Nic się kurwa ze mną nie dzieje! - krzyknąłem i wybiegłem z WS, kierując się ku swojemu dormitorium.
Wiedziałem już, że nie zdążę na początek tej lekcji. Biegłem do klasy transmutacji. Profesor McGonagall będzie wkurwiona. Na dodatek tę lekcję miałem z pierdolonymi Gryfonami, a to znaczy, że znajduje się tam powód moich wszelkich problemów. (patrz Harry Potter)
Pięć minut po rozpoczęciu lekcji wbiegłem do klasy. McGonagall zmierzyła mnie lodowatym spojrzeniem.
- Dlaczego się pan spóźnił, panie Malfoy? - zapytała.
- ...
- Panie Malfoy mówię do Pana.
- A spierdalaj - wymamrotałem pod nosem i zacząłem się rozglądać za wolnym miejscem.
- Co pan tam mamrocze? Minus 10 punktów dla Slytherinu. A teraz proszę zająć miejsce obok pana Pottera.
- Co kurwa!?
- Minus 20 punktów i wieczorem proszę stawić się po szlaban do pana Filch'a, a teraz nalegam, żeby pan usiadł - powiedziała nauczycielka tym samym ucinając rozmowę.
Nosz kurwa mać!!! Pierwszy dzień szkoły, pierwsze spóźnienie i jeszcze szlaban u Filch'a. Czy wy rozumiecie co to jest?? Pewnie będę musiał czyścić jakieś pierdolone nagrody, a co ja jestem skrzat, czy pomocnik tego charłaka? Jak się mój kochany (wyczujcie sarkazm) tatuś o tym dowie udupi mnie do reszty. Potraktuje Avadą, potem zakopie i... a tak a propos zaklęcia Avada Kedavra. On ma takie piękne avadowe oczy, a wgl to On cały jest... Stop! O czym ja myślę? I dlaczego ja muszę z nim siedzieć, dlaczego nie ta szlama Granger, albo ruda Weasley. Z tego co wiem ona się w nim bujała (przynajmniej jeszcze w zeszłym roku tak było). A teraz ty się w nim bujasz - podsunęła moja podświadomość. UGH!!! Usiadłem na moim miejscu obok Pottera i zacząłem ignorować nauczycielkę przez resztę lekcji.
Dzień minął mi koszmarne. Na zielarstwie jakieś zmutowane rośliny mnie ugryzły, a do tego dostałem sowę od ojca, że odcina mi wszelkie kieszonkowe do końca roku. Wieczorem poszedłem do tego charłaka Filch'a, który nie powinien mieć w ogóle wstępu do szkoły magii. kazał mi do siebie przyjść w sobotę już o ósmej. Czy tutaj nikt nie rozumie, że jestem arystokratą, który potrzebuje co najmniej godziny w łazience na kąpiel i jeszcze jednej na ułożenie moich pięknych włosów. No heloł...
Reszta tygodnia minęła mi w miarę spokojnie. No może poza momentami kiedy widziałem Harry'ego, bo wtedy po prostu zapominałem języka w gębie. Podam wam przykład, kiedy ta szlama (wiecie o kim mówię) wpadła na mnie koło biblioteki,zacząłem się na nią drzeć, ale jak przyszedł ten cudowny Gryfiak o avadowych oczętach, by jej bronić zamilkłem i szybko odszedłem, żeby nie zobaczył moich rumieńców. Najgorsze jest to, że odkąd się urodziłem, przez te naście lat nigdy się nie rumieniłem. Strasznie boję się, że wpadłem na dobre. Znaczy myślę iż już się z tym pogodziłem ( z tym jak na mnie działa oraz ze swoją orientacją, taa zaakceptowałem siebie yay!! ), no ale bez przesady nawet jeśli coś by nas połączyło to jak by to wyglądało- były śmierciożerca z wewnętrznego kręgu i Chłopiec-który-nie-umarł-i-hipnotyzuje-spojrzeniem. Błagam. Wszyscy ślizgoni myślą, że oszalałem bo nie gonię za laskami, które wręcz wchodzą do mojego łóżka. W zeszłym roku bym się cieszył, dwa lata temu też, ale teraz jest to dla mnie po prostu obrzydliwe. Szlag stałem się jakimś pieprzonym świętoszkiem. Chociaż w sumie to prawda- chcę to robić tylko z Harrym.
Nadeszła sobota. Wstałem o szóstej... Znaczy ja wiem to tylko szlaban ale muszę wyglądać perfekcyjnie ( a co jak będzie tamtędy szedł mój Gryfon, co?). U tego pożal się Boże woźnego byłem pięć po ósmej, za co chciał mnie powiesić pod sufitem w swoich kajdanach- jak dla mnie powinien za to iść do Azkabanu, no ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Dziś kazał mi uprzątnąć w schowku na miotły, co nie byłoby takie najgorsze gdybym nie musiał przy tym użerać się ze stadami pająków. Skończyłem dopiero w porze obiadu, a że wszyscy powinni już być w WS zacząłem schodzić po schodach. Zrobiłem to trochę nieostrożnie przez co potknąłem się o coś i rozpocząłem spadanie mniej-więcej w połowie schodów. Już byłem przygotowany na bardzo twarde lądowanie na podłodze w holu kiedy nagle znikąd otoczyły mnie czyjeś muskularne ramiona.
Zacząłem się rozglądać i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czarne rozczochrane włosy i piękne szmaragdowe tęczówki... No tak z moim szczęściem uratować musiał mnie Harry.
- Nic ci nie jest?- zapytał z...troską (?).
- N-nie - odpowiedziałem z wielkim rumieńcem na twarzy. Kuźwa dlaczego on tak na mnie działa?
- To dobrze - powiedział i poczułem jak odstawia mnie na ziemię, odwijając swoje ramiona z mojej talii.
Nagle odwrócił się i odszedł dość szybkim krokiem do swojego stołu w WS. Ja natomiast stałem tam oniemiały i wpatrywałem się w miejsce, do którego oddalił się mój bohater. Tak bohater, bo Harry James Potter jest moim bohaterem, ponieważ uratował mój zgrabny, cudowny i w ogóle zajebisty tyłek przed upadkiem. I za to go kurwa kocham!
* czyt. A propo
*******************
Hej ziomeczki!
Daję wam drugi rozdzialik. Pozdro!!!
Jula xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz